Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

OPTYMISTA NIE ŻYJE!

Żartuję, oczywiście. Żyję, ale przeniosłem się do innego miejsca w sieci. Teraz znajdziesz mnie tutaj: poppapraniec.blogspot.com/

9 stycznia 2016

"Mam 15 lat, piszę książkę... i co dalej?"

Cześć i czołem!


Jak wiecie w każdej dziedzinie odnaleźć można jednostki wybitne pod wieloma względami. Odkrywając najciemniejsze zakątki Internetu udało mi się natrafić na pytanie banalne i niebanalne w swojej konstrukcji. "Mam piętnaście lat, piszę książkę... i co dalej?" - pyta młoda "pisarka". To wspaniale, że coraz młodsi osobnicy nastawieni są na tworzenie kultury i mają wielką wiarę w swoje umiejętności. Dlatego też chciałbym dokładniej przyjrzeć się wątpliwościom dokuczającym twórczyni. Piszę książkę... i co dalej?

Primo...
Książkę napisać trzeba. Widzę, że masz w sobie wielki talent, dlatego nie zastanawiaj się dłużej nad tym, czy warto pisać powieść w twoim wieku. Siadaj przed laptopem albo wyciągaj kartkę z długopisem i pisz. Przecież masz już pomysł! Główna bohaterka (Kathy, Janne lub Reguha - jeżeli piszesz powieść fantastyczną musisz wymyślać interesujące imiona) spotyka przystojnego młodzieńca imieniem Luke i wtedy jej życie się zmienia (jeszcze nie wiesz dokładnie, co się stanie, ale przecież masz już pomysł), a to poskutkuje ich związkiem miłosnym (oczywiście pomimo swojego wieku, bo zapewne będą to dziewiętnastolatkowie, zachowują się jak przedszkolaki). Ach, cóż za genialny pomysł! Z pewnością napiszesz książkę jeszcze lepszą od serii J.K. Rowling i staniesz się miliarderką! Napisać poczytną powieść to żaden problem, trzeba mieć tylko czas.

Secundo...
Przyjrzyjmy się jeszcze raz naszemu, przepraszam, twojemu pomysłowi na fabułę. Żeby było oryginalnie, główna bohaterka musi być czarodziejką, która ukrywa przed światem (resztę świata określa się mianem "Kzewoli") swoją moc. Jak się później okazuje ten chłopak również jest czarodziejem i co lepsze będą chodzili do tej samej magicznej szkoły! W międzyczasie siostra głównej bohaterki będzie brała udział w głodowych igrzyskach gdzie gra się o najwyższą stawkę -  życie i, rzecz jasna, będzie zwycięzcą tych szczytnych zawodów. A może jeszcze kilka duchów w rodzinie, wiedźma będąca przywódcą szajki wszystkich Czarnych Magów, wujostwo składające się z wampirów, kilka strzyg, utopców i może jakaś wisząca w powietrzu groźba apokalipsy? I w całym swoim geniuszu nie zauważasz, że ktoś już chyba o tym pisał. Trudno, trzeba będzie przecierpieć to grono plagiatorów! 

Tertio...
Może obwieścić wszystkim znajomym, że piszesz książkę? Po co zwracać uwagę na fakt, że napisało się tylko jeden, ale jakże wybitny rozdział, skoro resztę można dopisać w weekend? Telefon do przyjaciółki, milion postów na fejsie, zdjęcie piszącej ciebie na instagrama i... stałaś się pisarką! 

A teraz kilka powodów, dla których powinnaś przeanalizować kilkakrotnie swój tekst.

  • Starsi (tak pozwolę sobie nazywa osoby pracujące w wydawnictwach, od których zależy to, czy twoja książka zostanie wydana) mają dziwną manię przykładania uwagi do poprawności językowej, gramatycznej i interpunkcyjnej. Owszem, jesteś artystką i nie musisz znać się na przecinkach, najważniejsza jest przecież treść. Jednak starsi naprawdę mogą być upierdliwi w tej kwestii. Nie jesteś pewnie w stanie wyłapać większość popełnianych błędów, ale to nie ważne, może nikt nie zauważy.
  • Starsi mają też dziwną manię zastępowania jednych słów innymi. Wiesz, zamiast prosto z mostu pisać "kot", bawią się w jakieś dziwne zabawy na wymyślanie różnych synonimów. "Zwierzę", "Sherlock", "Przyjaciel" i mnóstwo innych głupstw. Nie wiem kogo w ogóle interesuje taka zabawa - z pewnością nie ciebie, jesteś artystką!
  • Sam nie wiem na jakiej zasadzie działają gusta starszych. Twoja wybitna książka (która doczekała się nawet grona plagiatorów!) nikomu się nie podoba. O co może im chodzić? Przecież piszesz zwięźle, ciekawie i barwnie, twojemu językowi trudno cokolwiek zarzucić, a wydarzenia przecież są bardzo realistyczne, opisujesz przecież życie. Oni nie rozumieją, że to powieść fantastyczna napisana na najwyższym poziomie?
  • Wyobrażasz sobie książkę bez scen erotycznych? Widzisz, ja też nie. Tylko tak trochę głupio pisać o takich sprawach, nie? Nieważne. Jesteś artystką - napisz mocną scenę erotyczną, której nie powstydziłaby się nawet genialna E.L. James! Wow, jesteś świetna! Nikt chyba nie zorientuje się, że przepisałaś połowę rozdziału "Greya".

A teraz na serio. Nim zacznę, chciałbym zwrócić uwagę na to, że w życiu nie napisałem żadnej książki.

BŁĘDY NAJCZĘŚCIEJ POPEŁNIANE PRZEZ AMATORÓW PISANIA 
(NIE TYLKO TYCH NASTOLETNICH) 

Nim zacznę, chciałbym zwrócić uwagę na to, że w życiu nie napisałem żadnej książki, nie miałem do czynienia z problemami, które nawiedzają twórców, a swoją wiedzę posiłkuję wieloma przeczytanymi poradnikami dla początkujących pisarzy. Moje rozważania można zatem potraktować z przymrużeniem oka, jak robi się patrząc na wariata, który przekonany jest, że posiadł wszystkie rozumy, lub potraktować "bardziej serio". Decyzja należy już do Was.

Najczęstszą przywarą osób chcących zadebiutować jest ich nieprzygotowanie do pracy. Zasiadają nad klawiaturą komputera z zarysem początku historii, nie mając pojęcia, jak zakończy się ta powieść, tym samym nie wiedząc, jak poprowadzić akcję, by zamknąć wszystkie wątki, ani nie wiedząc też, co właściwie będą opisywali. Dyscyplina, przede wszystkim! Nie dajcie ponieść się emocjom, które towarzyszą procesowi pisania. Jeżeli nie nakreślicie sobie dokładniejszego planu waszej historii, mogę was zapewnić, że nie będziecie w stanie napisać więcej niż jednego (w skrajnych przypadkach dwóch) rozdziałów. Chyba że jesteście jak Mickiewicz i tworzycie, pożytkując się obrazami z dzieciństwa. Skoro piszecie, jak nasz wieszcz narodowy, to i zapewne potraficie zgrabnie łączyć wątki, które niespodziewanie rodzą się w waszych głowach.

To, czego przeboleć nie mogę, czytając różne historie umieszczane w Internecie, to fakt, że co trzecia czytana jest fan-fiction "Harrego Pottera" i co jedenasta czytana "książka" wychodzi poza gatunek fantastyki. Tak mówią statystyki przeze mnie wymyślone. Rozumiem, że upodobań się nie podważa, ale zrozumcie, że ten gatunek jest szalenie trudny do opanowania. Tylko nielicznym udaje się wykreować realistyczny świat z postaciami, w które czytelnik uwierzy. Żerując na świecie nakreślonym przez Tolkiena, Rowling, czy innych pisarzy spod tego gatunku, dobitnie udowadniacie innym, że za grosz u was wyobraźni. Ponadto śmieszą mnie nazwy własne, występujące w owych "powieściach" fantastycznych. Jak tu traktować poważnie plagiatora, który nie potrafi wymyślić niczego własnego?
 
Tak, jak przereklamowana jest miłość, tak nie można wierzyć w wenę, która w magiczny sposób sama poprowadzi was przez proces tworzenia.

To, jak doskonale bohatera stworzy autor i jak realistycznym człowiekiem go wykreuje, zależy od jego wrażliwości i umiejętności obserwacyjnych. Jakoś trudno wyobrazić sobie postać, która poznaję jako "blondwłosą piękność, z zielonymi oczami, dużymi ustami, twarzą zaoraną piegami i chuderlawą". Nie mnie oceniać styl grafomana, ale to ja czytam tę historię i chciałbym się utożsamić z bohaterem. W tym momencie na myśl przychodzi mi nie tyle błąd, co dziwna mania polskich twórców. Zamiast swoich bohaterów ochrzcić pięknymi, polskimi imionami, nazywają ich często imionami obcojęzycznymi. Co lepszego mają w sobie Charlie, Carol, Kathy od Karola, Stefana, czy Barbary? Nobla temu, kto to wytłumaczy!

Znacie to uczucie, kiedy czytacie pewien tekst i nie możecie uwierzyć, jaki talent do dywagacji ma jego autor? Broń Boże, nie zachęcam w tym momencie do lakonicznego wysławiania się! Po prostu, jeżeli zaczynam czytać już jakąś "powieść" fantastyczną, chciałbym aby akcja parła do przodu, a nie, by w interesującej scenie autor, tudzież autorka, robił mi wykład na temat tego, jak ubrani są wrogowie, co jedli dziś na śniadanie, że dziwnie się patrzą i milion innych "niezbędnych" informacji. Przegadane teksty potrafią wkurzyć nawet najcierpliwsze osoby.  

Reasumując, jeżeli chcesz brać się za pisanie, poczekaj jeszcze kilka lat. To nie jest zabawa, która idzie, jak z płatka. Pisząc, można popełnić mnóstwo błędów, a nawet na tym stracić (nie będę się rozwodził na temat wydawnictw, które wydają z zyskiem wyłącznie dla siebie). A na koniec zostawiam Was ze słowami Bukowskiego, może on kogoś przekona.

komentarze

  1. No i brawo!
    Zgadzam się w 100%, że to nie jest odpowiedni wiek na wydawanie książek. Sama w tym czasie pisałam, ale dzięki Bogu nie zdecydowałam się na żadne wydawanie - przecież to by było jak strzał w nogę! Lepiej żeby tekst odleżał długie lata (szczególnie w przypadku nastolatek), by móc spojrzeć na niego inaczej ;)
    Aczkolwiek - co by nie było - nie można się poddawać! Można mieć talent, ale warsztat pisarski trzeba rozwijać :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książki muszą mieć w sobie coś ponadczasowego, nie mogą naśladować najpopularniejszych ostatnio książek :) Tu się z Tobą zgadzam - tekst musi swoje przeleżeć.
      Pisać można, jeżeli chce się rozwijać to nawet trzeba, tylko bez sensu jest ich publikowanie :)

      Usuń
  2. Świetny wpis i zgadzam się z Twoim rozumowaniem. Sama jednak po sobie wiem, co znaczy pisanie i choć nie zaczęłam w wieku 15 lat, a trochę później i moja przygoda trwa nadal. W tym zawodzie najważniejsze jest samodoskonalenie, którego i tak w pełni nie osiągniemy, ale chodzi o to, że należy się rozwijać. I nie polecam wydawania książki – nie jest ważne, czy w młodym wieku – bez wcześniejszego zastanowienia. Na rynku jest wiele wydawnictw, które chcą wykorzystać okazję, wziąć kasę i odwalić robotę jak najgorzej. Właśnie przez to rynek jest zalewany debiutami, o których lepiej nie słyszeć, a kariera takiego młodego człowieka jest klapą. Wiadomo, temat i pomysł też muszą być nietuzinkowe, ale to już zależy od samego autora. Ja mogę jedynie powiedzieć, że warsztat trzeba ćwiczyć, a wydawców dobierać rozsądnie :)
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Całkowicie się z Tobą zgadzam, tym bardziej, że w tej dziedzinie jesteś ode mnie o wiele bardziej zorientowana. Ciekawi mnie to, że niektórzy autorzy wysyłają swoje książki do wydawnictw, nie przeglądając wcześniej ich ofert. Tak, to może zorientowaliby się, że wydawca oferuje tylko debiuty?
      Myślę, że wszystko zostało opowiedziane, teraz od twórców zależy tylko to, jak opowiedzą te historie. Niestety, niektórzy rozumieją to zbyt dosłownie - plagiatują do potęgi, a pomimo to są w stanie dać sobie rękę odciąć, jakoby ich dzieło było w stu procentach wyłącznie ich.

      Usuń
  3. Oj tak! Sama jako nastolatka sporo tworzyłam i szumnie nazywałam to "pisaniem książki". Niedawno nawet znalazłam kilka rozdziałów - temat tak bardzo oklepany i tak bardzo "młodzieżowy", że lepiej tego nie komentować :D ale przynajmniej językowo całkiem trzymało to fason. Dobrze, że wtedy nie przyszło mi do głowy wydawanie tego :D

    Wiele jest młodych osób, które myślą, że napisanie powieści to prosta sprawa, a gdy wpadną na pomysł dać próbkę swej radosnej twórczości do przeczytania komuś bardziej doświadczonemu, dziwią się niezmiernie, że dostają srogie baty - i za samą fabułę, i za styl pisania.
    Prawda jest taka, że chcąc stworzyć powieść, trzeba wieele ćwiczyć, a przede wszystkim poznać rynek, żeby nie dać się oszukać wydawnictwu i jeszcze do całej zabawy dopłacać. Wydawanie i pisanie książek to nie zabawa, masz rację :)

    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  4. Zaczekać? Zgadzam się w 100%! Niekoniecznie z pisaniem, z wydawaniem na pewno. Bo pisanie jednak szlifuje warsztat.
    Sama kiedyś (w gimnazjum) próbowałam swoich sił, publikując, o zgrozo (!), fanfiction HP. Dziś nie napisałabym czegoś takiego, ale nie żałuję - wiem, że poprawiłam język, zdobyłam jakieś tam umiejętności przy kreowaniu postaci. Także samo pisanie - pomysł rewelacyjny, pchanie się z nieprzemyślaną, nastoletnią twórczością - zdecydowanie nie. A już na pewno NIE dla pychy młodocianych "pisarzy" i nadwrażliwości na krytykę.
    Pozdrawiam! ; )

    OdpowiedzUsuń
  5. Ciekawy tekst, nie powiem :) Duży plus za Bukowskiego na końcu.

    Takie nastawienie typu "mogę wszystko" zależy też od rodzaju literatury, jaką dana osoba czyta. Ja patrzę na to z poziomu fantastyki, bo jako nastolatka właściwie nic innego nie czytałam (co wg mnie było pewnego rodzaju błędem, bo zawęziłam się do jednego gatunku literackiego). Jak widzę na półkach księgarni "Pamiętniki Wampirów" i inne "Zmierzchy" na przemian z "Szeptem" i "Igrzyskami Śmierci", to mnie krew zalewa. Jak miałam te 12-13 lat, to na dziale "dla młodzieży" były same takie kwiatki, a ja stałam przed regałami, szukając czegoś podobnego do "Zwiadowców" czy "Kronik Wardstone", co jednocześnie byłoby odpowiednie w moim wieku. Wiele nie znalazłam, więc przerzuciłam się najpierw na fantasy, potem science fiction typowo dla dorosłych, co czasami nie wychodziło mi na dobre. Owszem, zetknęłam się kilka razy z paranormal romance czy dystopiami dla młodzieży, ale, że tak powiem, dupy nie urwało. Wolałam trzeci raz czytać Kossakowską albo znowu ryczeć nad drugim tomem "Niecnych Dżentelmenów" niż pakować się w kolejne części książek Cassandry Clare czy Trudi Canavan. Teraz wydaje mi się, że jest nieco lepiej na rynku wydawniczym, jest on bardziej rozbudowany, choć cały czas często zdarzają się gnioty, których nie powinno się kijem ruszać.

    Z używaniem synonimów też trzeba uważać, bo czasami wychodzą takie kwiatki, że nie wiadomo czy śmiać się, czy płakać. Bo już lepiej powtórzyć imię niż pisać "zielonooki mężczyzna o czarnych włosach", bo to ani nie jest poetyckie, ani tym bardziej znośne w epice. To po prostu nie wygląda.

    Sceny erotyczne... Może zacznijmy od tego, że "Pisiont twarzy Greja" to grafomania na poziomie Michalak, której nie jestem w stanie zdzierżyć. Poza tym, Jezu na patyku, jakie sceny erotyczne? To podchodzi pod tanie porno, jakąś komedię. Jak się nie ma wyczucia, to takich rzeczy się po prostu nie pisze, bo wyjdzie z tego kiepska scenka rodzajowa.

    Plan powieści - świetna sprawa, tylko wydaje mi się, że dla początkującego pisarza wybitnie nierealna. Albo to po prostu ja taka jestem, że mam pomysł na 1/3, 1/2 książki, siadam do kompa, piszę, a potem... no tak, trzeba to jakoś zakończyć, nie? Piszę po prostu tak, jak mi wygodnie, kiedy chcę, kiedy mogę, a fabułę wymyślam na poczekaniu. Może nadejdzie dzień, w którym będę miała całą fabułę, wszystkie postaci i świat zaplanowany.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. (nie zmieściłam się w jednym komentarzu -.-)

      A wiesz, nie zauważyłam, żeby w polskiej fantastyce (no cóż, ja tu tylko w tym obrębie) brakowało polskich imion. Wiadomo, u Kossakowskiej jakby się Grześ pojawił, to bym nie wytrzymała, tak samo u Gołkowskiego w "Stalowych Szczurach", bo bohaterowie to Niemcy. Wszystko zależy od świata przedstawionego. Ale teraz czytam sobie "Szamański Blues" Jadowskiej - Toruń, polskie imiona, wszystko cacy. Pilipiuk też potrafi używać polskich imion, tak samo jak Ćwiek. Więcej nie pamiętam, a nie chce mi się grzebać w mojej biblioteczce. Ale są!

      ALE, żeby nie było, że się ze wszystkim zgadzam, BĘDĘ BRONIĆ FANFICTIONS. Tego to ja czytam od groma, codziennie, gdzie się tylko da. Tylko że tak: 80% fanfictions to gnioty, 15% to te, które dobrze się czyta, ale nie zapłaciłoby się za nie złamanego grosza, 5% zostaje na ficki, które są tak dobrze napisane (czyt. jest zachowana Święta Trójca Fanfictions - dobrze skonstruowani są bohaterowie, fabuła i jeszcze język jest genialny), że aż coś cię w środku uwiera na myśl, że "Pisiont twarzy Greja" sprzedały się w takim nakładzie. A te fanfictions, co już są wydawane, niestety, nie są na najwyższym poziomie. Ale mniejsza, fanfictions są według mnie świetnym sposobem na poprawienie swojego warsztatu. Załóżmy, że masz takie typowe fanfiction z takim samym światem i bohaterami. Układasz własną fabułę, operujesz swoim stylem. Masz 50% roboty odwalone za ciebie, musisz jedynie oddać charakter tego świata i bohaterów (co wbrew pozorom jest cholernie trudne) i dodać swoje elementy. Problem pojawia się wtedy, kiedy nie jesteś otwarty na konstruktywną krytykę i nadal piszesz tak, jak pisałeś. Bo jeśli weźmiesz sobie do serca rady innych, to jest spora szansa za ileśtam rozdziałów będziesz już na wyższym poziomie.

      A na koniec - nie bez powodu wielu autorów poważnie debiutuje w wieku ok. 40 lat, nie?

      Usuń
  6. Nie jestem pewna do kogo kierujesz swój wpis. Czy chcemy się tutaj ponabijać z piszących 13-latek czy do nich dotrzeć? Nie zrozum mnie źle, ja się zasadniczo mogę podpisać pod praktycznie wszystkim co powiedziałeś. Nie podoba mi się tylko ton, w jakim napisany został ten artykuł. Sama zaczęłam pisać mając dokładnie 13-lat i to co wtedy powstawało, nie nazwałabym nawet powieścią. Publikowałam to jednak, zbierałam laury od osób na podobnym poziomie co mój i baty od osób, takich jak Ty. Ani jedne ani drugie w żaden sposób mi nie pomogły. Myślę, że każdy musi dojrzeć do pisania w odpowiedni sposób, przeczytać mnóstwo książek, czytać swoje stare teksty i z perspektywy czasu dochodzić co było w nich nie tak. Chyba najbardziej wartościowym stwierdzeniem w Twoim tekście jest to o nie pchaniu się w publikację tego, co nam siedziało w głowie. Sam przyznałeś, że piszesz z perspektywy laika i domyślam się, że łatwo jest oceniać, zwłaszcza z nutką ironicznego wywyższania się. Nazywania fanfiction "żerowaniem" na cudzej twórczości bardzo nie lubię. Ten gatunek to moje alma mater, bez tego prawdopodobnie nigdy nie przyszłoby mi do głowy, że mogłabym pisać. Myślę, że to dobry start. A 13 lat to nie jest wiek, w którym można stworzyć ponadczasowe dzieło. Za to wiek ten jest akurat, żeby bezkarnie uważać się za twórcę takowego. I tak im tego nikt nie wyda i tak, a tyle szczęścia z radosnej twórczości nie będzie się czerpać już nigdy. Z wiekiem pisanie staje się coraz bardziej frustrujące, coraz więcej się od siebie wymaga, zagęszczając sito, przez które przepuszcza się wpadające do głowy pomysły. 13 lat to piękny wiek na grafomanię i nie przekreślałabym jej zupełnie, bo jeśli ktoś ma pisać naprawdę dobrze, to w końcu zacznie, a jeśli nie - to trudno :) Przynajmniej miał kupę zabawy w dzieciństwie :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Uważam, że nie powinno się zniechęcać dzieci i nastolatków do pisania. Swoją przygodę z pisaniem zaczęłam w wieku lat 6 i robię to przez całe swoje dotychczasowe życie. Co prawda nigdy tego nigdzie nie publikowałam. Z każdym rokiem mogłam zauważyć jak bardzo zmienia się mój styl, spojrzenie na świat i ilość błędów. Śmieję się teraz ze swoich starych tekstów, ale bardzo się cieszę, że je pisałam. Dało mi to naprawdę bardzo dużo i ze swojej strony jedynie bym zachęcała młodszych aby pisali, przecież nie musi to być od razu historia na miarę Pulitzera. Co do wydawania takich powieści to całkowicie się zgadzam.... Zresztą kto by to zrobił?

    OdpowiedzUsuń
  8. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  9. Bardzo ciekawy tekst :).
    Jako trzynastoletnia "pisarka", mogę nieco powiedzieć o tym, jak wygląda to z drugiej strony barykady.
    Pierwsze 'opowiadania' spłodziłam mniej więcej w wieku... ośmiu lat? Na początku były to jakieś opowiastki do szkoły. Przez wrodzoną skłonność do lania wody moje (po)tworki były zawsze sporo dłuższe od kilku linijek popełnionych przez moich rówieśników, podobno też bardziej sensowne, więc ucieszona pochwałami wychowawczyni i koleżanek oddałam się grafomaństwu w wersji dziecięcej i jakoś tak skrobię sobie od pięciu lat...
    Na początku? Renifery pewnego grubego gościa w czerwonym polarku albo dziewczynki porwane przez mafię, następne fanfiction do Harry'ego Pottera, później czas pierwszych "poważniejszych" prób, konkursy. W wieku jedenastu czy nawet dwunastu lat pełna zapału myślałam podobnie do dziewczyny z zapytaj - napiszę coś raz-dwa, wydam i będę sławna! Dziś widzę, jak szybko zmienia się mój styl i koncepcje opowiadań, które sobie skrobię... Podobne odczucia i doświadczenia mają rzesze (bardzo) młodych ludzi, którzy chcą pisać.
    Niektórym się udaje, inni się poddają (podtają?;)), ale każdy stara się jak najbardziej. Zgadzam się jednak - wiek trzynastu, piętnastu czy nawet dwudziestu lat to dobry czas na pisanie bloga albo wysyłania prac na konkursy, samodoskonalenia swojego stylu i pomysłów oraz nauki samokrytyki, a nie na wydawanie.
    PS: Przepraszam, jeżeli moja wypowiedź zawiera jakieś rażące błędy merytoryczne bądź ortograficzne/interpunkcyjne, litery dziś nie chcą ze mną współpracować i pogują ;-;.

    OdpowiedzUsuń
  10. Hej, spoko tekst, ale w punkcie gdzie piszesz o interpunkcji masz błąd ortograficzny (nieważne jako "nie" z przymiotnikiem piszemy razem :) ) . Pozdrawiam i przepraszam za czepialstwo, ale skoro to tekst o poprawności stylistycznej, językowej i ortograficznej to nie mogłam sobie odmówić ;)

    OdpowiedzUsuń
  11. Bardzo dobrze napisane - w kilku miejscach trochę bym popolemizowała, ale to jak znajdę więcej czasu :) Poza tym fajnie, że poruszasz taki temat.

    OdpowiedzUsuń
  12. W tak młodym wieku można pisać, ale niekoniecznie ją wydawać. Niech przesiedzi swoje w szafie. Ale zdarzają się perełki, które pomimo młodego wieku Autora są genialne. Różne firmy wydawnicze zarabiają na takich ludziach i tu masz rację i dopóki one nie znikną (a na pewno nie), to będzie zalewała nas fala grafomańskich tekstów. Niestety

    OdpowiedzUsuń
  13. Chyba mylisz proces pisania książki z procesem wydawania książki. A to bardzo źle, bo one zdecydowanie się różnią.

    Zacznijmy od pierwszego i najważniejszego pytania: ile w życiu takich pseudo-powieści od młodych pisareczek z Polski przeczytałeś? Z tego co wiem nie ma ich dużo na rynku, ponieważ większość tego gatunku nie wychodzi poza obręb kilku(może nawet -dziesięciu) rozdziałów. Większość opisanych przez ciebie ironicznie przypadków kończy na blogach z własnymi tworami albo po prostu fanficami. I co w tym złego?

    A teraz już przejdźmy do meritum, czyli: jakiej okazji skazujesz od razu młodego autora na porażkę? To jakbyś powiedział Mozartowi, że jest za młody, żeby zasiąść do fortepianu, bo jego dzieła nie będą dojrzałe.
    "...nie zastanawiał się dłużej nad tym, czy warto pisać powieść w twoim wieku." - jeżeli usunąć całą resztę, z tym urywkiem (bez sarkazmu) mogę się zgodzić. Przecież o to chodzi: "siadaj przed laptopem albo wyciągaj kartkę z długopisem i pisz". Nie chodzi o to, żeby od razu stworzyć dzieło, ale o to, żeby ĆWICZYĆ. Jeżeli to ma być sztampowa młodzieżówka, niech będzie sztampową młodzieżówką. Ile tego typu książek jest bestsellerami na półkach księgarni, ile z nich ma własne fandomy, ile z nich uwielbiają nastolatki, ile autorów zbiło na nich fortunę i są niezwykle popularne? Potem się dziwić, że nastolatki chcą dorównać swoim idolom. Przecież to naturalne zjawisko i nie ma co go piętnować. Każda osoba, która zaczęła coś pisać, zaczęła tym samym wyrabiać swój warsztat. Napisałeś, że nigdy nie skończyłeś własnej książki. Może to właśnie dlatego, że już przekroczyłeś ten wiek, w którym pomysł się rozwija, a nie zostaje odrzucony na samym początku? Może swojego talentu nie wyrabiałeś? Co, nie możesz teraz usiąść do komputera po osiągnięciu odpowiedniego wieku, żeby napisać coś, co będzie mega dojrzałe, podbije ludzkie serca i nikt nie wrzuci tego do worka "fantastyka na dennym poziomie" albo "książka z przypadku"? To, co piszesz, jest po prostu bez sensu. Jak możesz podcinać ludziom skrzydła i mówić, żeby się nie brali za pisanie, bo to nie ten wiek? To nie talent nas określa jako twórców, tylko WARSZTAT. Gdyby nie czytane teksty ludzi w internecie, nie wpadłabym na to, żeby tworzyć własne. Fanfiction stało się przyjemnym sposobem na wejście do świata tekstu pisanego. I dobrze, że tak się cały ten proces ukształtował, bo wszystko jest dla ludzi. Nie masz mocy, żeby odradzić pisania w młodym wieku, skazując to od razu z góry na porażkę. A potem co? Usiądziesz przy klawiaturze mając te dwadzieścia parę, może już prawie trzydzieści lat, nie pisząc wcześniej zupełnie nic i, ot tak, wyjdzie ci dobry tekst, bo go przemyślałeś? Pisanie na tym raczej nie polega, ale może się mylę, bo przecież tak jak ty jestem specjalistą, który nie wydał jeszcze żadnego swojego tekstu. Chociaż nie, mam swoje opowiadanie w jednym ze zbiorów opowiadań olimpijskich, może to dla mnie dobry początek. I zgadnij kiedy je napisałam - mając 15 lat! :)

    Pozwól, że teraz ja podsumuję.
    Jeżeli chcesz brać się za pisanie, nie czekaj ani chwili. Może to nie jest zabawa, która idzie jak po maśle. Pisząc, popełnisz mnóstwo błędów zwątpisz w swoje możliwości, stracisz pewność siebie. Będziesz sfrustrowany, że coś ci nie wychodzi. Będziesz zbierał negatywne opinie, które będą się odnosić zarówno do dziur w fabule, jak i do błędów, które rażą oczy. Ale wiesz co? Pisz. Bo warto ćwiczyć, żeby dojść do perfekcji.

    A tobie polecam się zastanowić, co chcesz robić w społeczeństwie - zachęcać ludzi do tego, by im się chciało podejmować próby, czy już podcinać skrzydła.

    Pozdrawiam.

    OdpowiedzUsuń
  14. Świetny wpis!
    Jest dużo racji w tym, co napisałaś. Czasami mi się wydaje, że im gorszy pisarz tym większe ego. Prawie każdy książkoholik teram marzy, żeby napisać i wydać coś swojego, bo uważa, że na pewno zrobi to lepiej niż autorzy wielu książek, które przeczytał.

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja myślę, że w młodym wieku można pisać i szlifować swój warsztat. Inaczej ma się sprawa z wydawaniem, to już kwestia indywidualna każdej osoby.

    OdpowiedzUsuń
  16. Chciałabym się z tobą zgodzić, ale nie mogę tego zrobić. Temat zacząłeś dobrze, ale gdzieś w połowie się pogubiłeś i całkiem pomyliłeś pojęcia. Pisać powinno się od jak najmłodszych lat, im więcej tym lepiej, zadbać o dyscyplinę i regularnie oddawać się tworzeniu by dobry warsztat w ogóle mógł zaistnieć. Zamysł miałeś dobry, ale zamiast "nie pisać" powinno tam być"nie wydawać w młodym wieku". Szemrane wydawnictwa dojące kasę za nieistniejącą reklamę i braku jakiejkolwiek korekty oraz redakcji mają się dobrze. Powinieneś odradzać młodym debiutantom wydawania swoich tekstów właśnie w takich wydawnictwach. Książka nie zając, nie ucieknie.

    OdpowiedzUsuń
  17. Wiele słusznych uwag, niemniej jednak:
    -> Samo czekanie nic nie da, trzeba się rozwijać: dużo czytać, pisać swoje teksty, eksperymentować, prosić o ocenę, nie tylko tą profesjonalną. Z wiekiem przychodzą tylko niektóre rzeczy, a to za mało... Niejeden pięćdziesięciolatek nawet w połowie nie pisze tak dobrze jak utalentowany i - to ważne! - wprawiony dwudziestoparolatek. Do dziś pamiętam, jak w podstawówce czytałam powieść bodajże 15-latki i byłam nią zachwycona. Owszem, byłam w podstawówce i mój gust i wyczucie literackie nie były jakieś wykwintne. Ale czytałam coś, co podobało mi się jako odbiorcy w pewnej grupie wiekowej - czyli powieść spełniała swoje założenia. Poza tym pewnym problemem "przewidywalności" są nie tyle autorzy sami w sobie, co też czasy. Dziś promuje się tysiące powieści na jedną modłę, bo ta pierwsza, która się przebiła, zarobiła na siebie mnóstwo pieniędzy - więc i czemu moja miałaby być gorsza? Dziś postrzega się to tak - kiedyś silono się na coś swojego. I nawet taka dziewczynka, wówczas 15-letnia, miała szansę stworzyć coś lepszego (oczywiście dla pewnej grupy wiekowej) niż niektórzy dzisiejsi "pisarze". Ot, uwarunkowania społeczne.
    -> Można pisać bez planu i wizji tego, jak zakończy się powieść - wszystko zależy od autora. I to nie tyle jego upodobań, co sposobu pracy. Jednym plan pomoże stworzyć naprawdę solidną powieść, innych ograniczy, pozbawiając tym samym nas, czytelników, wielu smaczków, które pojawić by się mogły.
    Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ja nie będę się rozpisywać. Wrzucasz wszystkich do jednego wora.
    1. Niby jak te osoby mają się nauczyć pisać, nie otrzymując porad (lub krytyki) od innych? W jakimś określonym wieku spłynie na nie łaska?
    2. Widzę, że czytasz głównie kryminały, ale myślę, że słyszałeś o takiej książce jak Eragon. Wiesz, ile autor miał lat, kiedy go napisał? 15. I choć sama na blogu ostatnio pisałam, że sporo w tej powieści inspiracji a mało oryginalności, to jednak każda kolejna część była coraz lepsza. Bo niemal żaden debiut literacki nie jest arcydziełem literatury. Ale przecież warto próbować, a choć szanse na powodzenie są znikome, to jednak są!
    I uwierz, niejedna piętnastolatka byłaby w stanie napisać powieść lepszą od niektórych dostępnych na rynku...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie tego tekstu. Mam nadzieję, że pozostawisz po sobie jakiś ślad. :)