Olgierd Świerzewski, "Master", Muza, Warszawa, 2016
Aleks Rymer, specjalista w Green Stone jest niczym cyborg, doskonale wytrenowany najemnik, który zniszczy każdego, kto stanie mu na drodze. Nigdy nie wybacza, nigdy nie zapomina. Jak mało kto opanował szatańskie zasady swego świata i niczym Bóg lub Lucyfer rozdaje karty, decydując, kto przetrwa w jego bezwzględnym świecie. Nikt nie zdoła przed nim uciec, można mu tylko zaprzedać duszę albo umrzeć.
Olgierd Świerzewski to prawnik i wykładowca. W wieku szesnastu lat wygrał konkurs dramaturgiczny pt. "Szukamy Polskiego Szekspira", a sam Tadeusz Różewicz zauważył w nim wielki talent. Jest absolwentem Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Warszawskiego oraz Studium Zarządzania i Marketingu Szkoły Głównej Handlowej. Przez dłuższy czas zajmował się prawem i ekonomią, porzucając pisanie. Świerzewski doradzał także arcymistrzom szachowym - Anatolijowi Karpowowi i Garri Kasparowowi.

"Master" jest powieścią dużego formatu, liczącą sobie ponad pięćset stron, co, przyznam szczerze, z początku lekko mnie przeraziło. Bo w jaki sposób można pisać o bezwzględnym świecie korporacji przez tyle stron? Na szczęście moje obawy zawsze okazują się niesłuszne. Historia głównego bohatera w większości opiera się na jego karierze, ale czytelnik ma tez okazję śledzić jego prywatne zawirowania. Fabuła opiera się na wielu, ciekawie ze sobą połączonych wątkach. Zazdroszczę wszystkim tym, którzy lekturę "Mastera" mają jeszcze przed sobą, ponieważ poznawanie historii Rymera było niezapomnianym przeżyciem, wciągającym bez reszty, który, jak to w przypadku dobrze napisanych książek, przedwcześnie ucina koniec. Dla mnie ta historia mogłaby się ciągnąć w nieskończoność, bo wydaje mi się, że choć poznałem już w jakimś stopniu głównego bohatera, kryje on jeszcze kilka mrocznych historii.
Olgierd Świerzewski nie jest typowym pisarzem młodego pokolenia. W jego powieściach nie ma potoków krwi, akcja nie gna na złamanie karku, a bohaterowie to ktoś więcej, niż tylko "płascy" samotnicy z dziwną przeszłością. W jego powieści podoba mi się to, że nie ma w niej miejsca na sztampowość. Ponadto autor odważnie pisze o wszystkim, co dręczy jego głównego bohatera. Dialogi wnoszą do książki wiele autentyczności, czyniąc ją jeszcze ciekawszą. Autor zadebiutował genialnym "Zapachem miasta po burzy", czym zasiał w umysłach swoich czytelników pytanie, czy kolejna powieść będzie trzymała tak wysoki poziom jak poprzedniczka. Na szczęście sprostał temu trudnemu zadaniu i stworzył kolejną książkę, którą pokocha wielu. "Master" obnaża wiele oblicz zła, a sam główny bohater mówił na początku, że to fascynuje ludzi najbardziej. Nie czuję niesmaku ani zażenowania. Jestem zafrapowany i chcę więcej. Polecam!
Oceniam: 9/10