Jonathan Kellerman „Wina", Amber, Warszawa 2016, wyd. II
Stuletni dom wydaje się spełnieniem marzeń młodego małżeństwa, dopóki w trakcie remontu nie natrafiają na makabryczne znalezisko. W zakopanej pod drzewem skrzynce spoczywa szkielet niemowlęcia owinięty w gazetę sprzed sześćdziesięciu lat... Wkrótce w pobliżu domu zostaje znalezione ciało zastrzelonej dziewczyny, a obok… szczątki dziecka. Porucznik Sturgis prosi o pomoc doktora Delaware. Alex zagłębia się w historię kolejnych mieszkańców domu. Dawno pogrzebana sprawa ożywa, pojawia się coraz więcej podejrzanych, śledztwo kieruje się w stronę najbardziej znanych celebrytów. Zanim Alex rozwikła zagadkę, zmierzy się z fanatycznym umysłem, z jakim nie spotkał się u najbardziej zdeprawowanego szaleńca...
Powiedzmy sobie od razu: szału nie ma. Nie będę się czepiał beznadziejnego wydania książki (mało estetyczna okładka, chyba najgorszy możliwy typ papieru i podatna na zniszczenia oraz zagięcia oprawa), bo jest wiele innych elementów, które świadczą o nikłej wartości rozrywkowej tejże powieści. „Wina" to dwudziesty ósmy tom z serii z udziałem najsłynniejszego psychologa dziecięcego w literaturze, o którym nigdy wcześniej nie słyszałem, a cała seria na chwilę obecną liczy sobie ich trzydzieści jeden. Niestety nie mogę oceniać tej części przez pryzmat wszystkich tomów, bo to moje pierwsze spotkanie z twórczością tego autora.
