Kate jest typową nastolatką. Mieszka u swojej ciotki w Londynie i wiedzie spokojne życie. Pewnego dnia staje na progu tajemniczego sklepu pełnego czarodziejskich przedmiotów, od właścicielki którego otrzymuje Księgę Luster. Dziewczyna rzuca miłosny urok na przystojnego Jonathana, lecz czar skutkuje zupełnie inaczej, niż by tego oczekiwała. Kate trafia do Jaaru, krainy zamieszkanej przez magiczne stworzenia. Fion jest ferem, baśniową istotą. Jego stosunki z ojcem są coraz gorsze, podczas kłótni opuszcza dom, by odnaleźć przypisaną mu czarownicę. Wpada w ręce niebezpiecznej nimfy Erato i przez swoją naiwność wprowadza do świata magii wielki zamęt. Tymczasem w Londynie ciotka dowiaduje się, że ze sklepu pani Selene zniknął magiczny kamień o potężnej mocy. Czy uda się go odnaleźć? Jak Kate, początkująca wiedźma, poradzi sobie w świecie Jaaru, mając u boku ekscentryczne fery i wyniosłego jednorożca? I co tak naprawdę skrywa plan nikczemnej Erato?
Tak dobrze wydanej powieści fantastycznej już dawno nie widziałem. Okładka jest niesamowitym doznaniem estetycznym – bardzo klimatyczna, wyważona i obiecującą czytelnikowi ciekawą książkę. A poprószona brokatem wygląda jeszcze bardziej magicznie, naprawdę ciężko oderwać od niej wzrok. Ale wspaniała szata graficzna to chyba jedyne, co mnie w „Księdze Luster" zachwyciło, bo jeśli chodzi o to, co kryje się w środku, nie można powiedzieć zbyt wiele dobrego. Na pewno jednak powieść się czyta szybko, co jest po części zasługą dużej czcionki, a po części prostego języka, jakim opowiedziano historię Kate i Fiona. Ogólnie jednak jest to pozycja, która pozwoliła mi docenić, jak cudowną umiejętnością jest szybkie czytanie. Nie chciałem bowiem zostawiać tej książki niedoczytanej, do samego finału łudząc się, że a nuż akcja zrobi się ciekawa.
Uwaga! Blog nieaktualny. Stare teksty można czytać, jeśli kogoś interesują, ale po nowości zapraszam tu: poppapraniec.blogspot.com
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Czwarta Strona. Pokaż wszystkie posty
6 sierpnia 2017
27 grudnia 2016
Graviora manent
Robert Małecki „Najgorsze dopiero nadejdzie", Czwarta Strona, Poznań 2016
Śmierć to dopiero początek… Ponura toruńska jesień. Dziennikarz Marek Bener właśnie dowiedział się, że straci pracę. Jednym z jego ostatnich reporterskich zadań jest wyjazd do spalonego domu. Okazuje się, że zginął w nim dawny przyjaciel Benera, który przed laty uwiódł mu narzeczoną. Teraz zrozpaczona kobieta szuka wsparcia u dziennikarza, ale wkrótce znika bez śladu… Bener wie, że musi ją odnaleźć. Niestety, kryminalna gra, w którą zostaje uwikłany nie ma jasnych zasad. Dziennikarz nie przypuszcza nawet, że z pozoru zwykły dzień przerodzi się w walkę o życie. Reporter musi dotrzeć do prawdy, która całkowicie go odmieni.
Tą powieścią w świat polskiego kryminału wchodzi Robert Małecki, który niedługo po premierze debiutu zyskuje uznanie i sympatię czytelników, wiele napisano też pozytywnych recenzji. Ja jednak niczego szczególnego w Najgorsze dopiero nadejdzie nie zauważam, bo autor powiela różne schematy charakterystyczne dla prozy kryminalnej, a gdy powieści z tego gatunku czyta się po kilka miesięcznie, trudno być zachwyconym sztampowością. Nie twierdzę jednak, że debiut Małeckiego jest zły, bo jego książkę czyta się bardzo szybko i lekko, można nawet natrafić na zaskakujące zwroty akcji. Zatem powieść Maleckiego jest niepozbawiona debiutanckich przywar, ale zapowiada ona całkiem obiecującego pisarza.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

