Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

OPTYMISTA NIE ŻYJE!

Żartuję, oczywiście. Żyję, ale przeniosłem się do innego miejsca w sieci. Teraz znajdziesz mnie tutaj: poppapraniec.blogspot.com/

25 listopada 2016

Wszystko dla chwały i potęgi rocka!

Przemek Jurek „Kochanowo i okolice", Wydawnictwo Anakonda, wydanie drugiej - maj 2013

Gdzieś daleko w Kochanowie amatorski deathmetalowy zespół Exterminator dostaje propozycję zagrania na dożynkach powiatowych w roli supportu zespołu Kombii. Stawką jest stypendium dla utalentowanych mieszkańców gminy. Główny bohater – Marcyś – fan starego Kombi, początkowo niechętny chałturze, decyduje się stawić czoła wyzwaniu, co wywołuje lawinę kompromitujących sytuacji. Hojny mecenas, którym jest wójt, prowadzący przedwyborczą kampanię, wystawia zespół do występów na wiejskich festynach. Muzycy stają się lokalnymi gwiazdami, doczekują się naśladowców i fan clubu. Trzymani w szachu przez wójta za wszelką cenę starają się zachować twarz. Czy uda im się ocalić resztki godności i wrócić na drogę mocnego brzmienia?

Na początku lubię pluć jadem, bo kiedy już wskażę palcem wszystkie wady książki, przyjemniej przechodzi mi się do części recenzji, w której jest miejsce na chwalenie dobrych posunięć autora. Jeżeli chodzi o „Kochanowo i okolice" krytykowanie będzie raczej mało związane z samą formą książki, bo mam jej niewiele do zarzucenia, natomiast więcej słów poświęcę na potyczki między wielbicielami różnych kapel muzycznych. Jak wiecie – lub też nie – od niepamiętnych czasów podkochuję się w Korze, a Maanam to mój ulubiony zespół wszech czasów. Nie trudno sobie zatem wyobrazić moje oburzenie, gdy przeczytałem: „Wspólnie ustaliliśmy, że kobiety nie powinny śpiewać rocka. A już zwłaszcza Kora i ten wymalowany dziwoląg Ostrowska". A tak nawiasem mówiąc, to uważam, że Kombi ze Skawińskim na czele niczym ciekawym w swojej twórczości się nie popisało, ot chwytliwe refreny i spokojna muzyka. Skawińskiego szanuję tylko za to, że stworzył O.N.A.

22 listopada 2016

Co się działo z von Beckami?

Joanna Jax „Piętno von Becków", Videograf, Chorzów 2016

Julia Kunis, prawnuczka Wernera von Becka, postanawia prześledzić dzieje rodu von Becków. W trakcie swoich wędrówek poznaje historyczkę Martę Landowską, spadkobiercę żydowskich jubilerów – Dawida Halperna i cynicznego poszukiwacza drogocennych pamiątek III Rzeszy – Toma Andersa. Odkrywając historię swojej rodziny i osób z nią związanych, Julia wkracza na niebezpieczną ścieżkę, która może zakończyć się dla niej tragicznie. Skrzywdzona przez ostatniego partnera nie chce wchodzić w kolejne związki, ale głos serca nie pozwala jej zapomnieć o sile uczuć. Jednak piętrzące się przeszkody i strach przez kolejnym zranieniem wydają się nie do pokonania...

Końcem roku dwa tysiące czternastego Joanna Jax zachwyciła rzesze czytelników swoim chwytającym za serce debiutem „Dziedzictwo von Becków". Jest w tej książce coś magicznego, ale przede wszystkim znajdziemy tam bardzo wiele miłości, a związane z nią perypetie sprawiają, że lektura zapada w pamięć i staje się bliska sercu. Nic dziwnego, że nieomal zszedłem na zawał, gdy dowiedziałem się, że będzie druga część. Kwestią czasu było, kiedy dotrze do mnie „Piętno von Becków" – bo, że przyjdzie, było pewne od początku. Nie przepuściłbym takiej okazji. I o ile debiut Joanny Jax był dla mnie ideałem, tak w drugiej części coś zaczęło zgrzytać...

21 listopada 2016

200 tysięcy na dobry początek – rozstrzygnięcie

Cześć! :)

W pierwszych słowach muszę wyrazić moje bezbrzeżne zaskoczenie Waszą aktywnością związana z ogłoszeniem konkursu. Przyznam się, że dobiciem tego tysiąca wiązałem plany na jakieś trzy dni, a nie, jak to się później okazało... cztery godziny. Niemniej jednak bardzo się cieszę i nie chcąc zbędnie przedłużać, przedstawiam wyniki. A 200 tysięcy udało się uchwycić...

20 listopada 2016

200 tysięcy na dobry początek

Witam! :)

Niedługo wybije kolejna rocznica założenia bloga, w oka mgnieniu zaś licznik odwiedzin wybije piękną liczbę dwieście tysięcy. Z tego powodu organizuję konkurs, w którym będzie można wygrać książkę Sarah Waters pod tytułem „Pod osłoną nocy”. Jedynym warunkiem jest uchwycenie momentu, w którym licznik wybija te dwieście tysięcy. Prosiłbym Was o uczciwość: każde zdjęcie będzie dokładnie sprawdzane, a osobę, która dokona oszustwa, bezlitośnie napiętnuję. 

16 listopada 2016

Czy musimy robić to, czego od nas wymagają inni?


Z presją otoczenia spotykamy się coraz częściej, bo jesteśmy na nią skazani jako istoty społeczne. Musimy lubić to co inni, podobnie się zachowywać i mieć identyczne zainteresowania. Niektórzy nawet sprawiają nam przykrość wówczas, gdy robimy rzeczy, których chcemy my, a nie nasze otoczenie. Nie licz na to, że zostaniesz zaakceptowany przez większe grono, jeśli nie będziesz ich klonem. Naprawdę trudno żyje się w środowisku, gdzie wszyscy stawiają nam żądania, nie bacząc na nasze uczucia i poglądy. Czy zatem musimy robić to, czego wymagają od nas inni?


Dziwny jakiś


Przykładu ilustrującego nacisk otoczenia nie trzeba szukać daleko – sami przecież spotykamy się z takimi sytuacjami na co dzień. Ja na przykład, odkąd pamiętam, nigdy nie przepadałem jakoś szczególnie za piłką nożną. Także dziś twierdzę, że inne sporty są o niebo bardziej interesujące niż ta gra. Z tego powodu często spotykałem się z ironicznymi uwagami na temat moich zainteresowań i mierzę się z nimi do dziś. Pamiętam, że przez długi czas lekcje wuefu budziły we mnie lęk – kiedy dowiadywałem się, że dziś gramy w nogę, zaczynałem wymyślać bóle brzucha i inne śmieszne rzeczy. Nauczyciel w ogóle nie zważał na mój opór, zmuszając mnie do gry i karząc, gdy nie brałem w niej udziału. Najgorsze było upokorzenie i śmiech ze strony rówieśników. „Baba”, „piłki nie potrafi kopnąć”, „przez tą* pizdę znowu przegramy” – słyszałem za każdym razem.

Do dziś nie potrafię grać w piłkę. Ale już mi to nie przeszkadza, bo zrozumiałem, że nikt nie może zmusić mnie do robienia czegoś, czego nie znoszę. Mogą Cię wyśmiewać, upokarzać i karać, jednak to Ty decydujesz o swoim życiu. W pewnym momencie powiedziałem sobie po prostu „nie”. Udział w grze ograniczyłem do minimum, a na wszystkie docinki odpowiadałem równie prostacko lub zwyczajnie puszczałem je mimo uszu. Niewiele czasu minęło, kiedy wreszcie wszyscy zrozumieli, że nie będę grał w piłkę nożną i przestali się czepiać. Bo czy moje umiejętności dotyczące tej gry świadczą o tym, kim jestem? Nie.

11 listopada 2016

Dżus, Dżin, nastolatki i dużo kłopotów

Magda Skubisz „Dżus&Dżin", Videograf, Chorzów 2016, wyd. I Videograf

Ferie zimowe miały być dla Ryby okazją do naprawienia relacji ze swym byłym profesorem. Haskal wyjeżdża jednak do Warszawy, a dziewczyna zostaje na straży rodzinnej kontrabandy. Rozpamiętując kosza od Haskala, topi smutki w alkoholu. Którejś nocy budzi ją telefon od rodziców: wpadli na granicy z narkotykami, które ktoś im podrzucił, gdy jechali na Ukrainę. To uruchamia lawinę kłopotów i Kaśka ląduje w samym środku kryminalnej afery...

Gdyby kazano mi powiedzieć, co myślę na temat książki w jednym zdaniu, odrzekłbym po prostu: zakochałem się! Bo w tej powieści wszystko jest albo do pokochania, albo do znienawidzenia, ale tylko po to, by miłością darzyć ją jeszcze silniej. Magda Skubisz stworzyła rewelacyjne dzieło, pozbawione wad, które byłbym w stanie dojrzeć. Ale często bywa tak, że kiedy coś pozytywnie zaskakuje i niezwykle przypada nam do gustu, to wszelkie mankamenty zanikają i naprawdę trudno spojrzeć na to surowym okiem. Głupio jest krytykować kochanego psa za brak ogona, czyż nie?

Zacznę od bohaterów, bo w przypadku tej powieści to oni są najważniejsi. Kaśka Materlak, główna postać, jest buntowniczką pełną gębą, podobnie jak jej przyjaciele. Ich postawę można by różnie oceniać, moim zdaniem wpływa jednak krzepiąco na młodych odbiorców. Tak, chwalenie buntowników jest bardzo niepedagogiczne, ale należy zwrócić uwagę na to, jak bunt jest potrzebny – nastolatkowie powinni przecież kształtować siebie, swoje poglądy i zmieniać ten świat. Kaśka i banda o tym wiedzą, mają z tego tytułu też kilku wrogów, jednak ich postawa uświadamia, że nie warto kroczyć wydeptanymi ścieżkami, bo każdy powinien dbać o swoje poczucie spełnienia, a nie, jak to często bywa, patrzeć na opinię innych.

5 listopada 2016

Stosik na listopadowe wieczory

Cześć! :)


Julian Tuwim powiedział, że listopad to „jeden z najdotkliwszych wrzodów na dwunastnicy roku”, bo i mało zachęcający do życia jest to miesiąc. Co przyjemnego można znaleźć w wiecznym chłodzie, szalejącym wietrze i odginającymi się od jego siły parasolkami? Może ktoś lubi biegać za odlatującym w siną dal parasolem, ja wolę jednak nieco mniej ekstremalne sporty. Początek listopada to taki moment, kiedy wiele godzin spędza się w domu. Na czytaniu ciekawych książek na przykład. Albo oglądaniu odcinków „Bake Off – Ale ciacho!”, którego finał już w poniedziałek.

Tymczasem (chciałoby się napisać „przychodzę do Was z...”, ale to takie wyświechtane sformułowanie) cykam zdjęcia książkom, których przeczytanie założyłem sobie na listopad. A w moim towarzystwie nudzić się będą:

2 listopada 2016

Opanuj życia dygot

Jakub Małecki „Dygot", SQN, Kraków 2015

Uciekająca przed Armią Czerwoną Niemka przeklina Jana Łabendowicza, który odmówił jej pomocy. Wkrótce jego żona rodzi odmieńca – chłopca o skórze białej jak śnieg. A wiejska społeczność nie akceptuje wybryków natury… Córeczkę Bronka Geldy ściga klątwa Cyganki. W wieku kilku lat dziewczynka zostaje ciężko poparzona w wyniku wybuchu granatu. Na losy Geldów i Łabendowiczów wpływają nie tylko kolejne dziejowe zawirowania i przepowiednie, lecz przede wszystkim osobiste słabości i obsesje. Drogi obu rodzin przecinają się w zaskakujący i niespodziewany sposób. Na dobre zespaja je uczucie dwojga odmieńców, introwertycznego albinosa i okaleczonej w płomieniach dziewczyny.

„Dygot” z pewnością nie jest książką zwykłą. Autor – Jakub Małecki – dotychczas był dla mnie jedną z licznych postaci polskiego rynku książki, majaczącą gdzieś tam w napływie nowości. Sięgając po jego książkę, nie sądziłem, że uwiedzie mnie ona swoją magią, wrażliwością i niepowtarzalnością. Bardzo lubię takie pozytywne zaskoczenia.