Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

OPTYMISTA NIE ŻYJE!

Żartuję, oczywiście. Żyję, ale przeniosłem się do innego miejsca w sieci. Teraz znajdziesz mnie tutaj: poppapraniec.blogspot.com/

29 czerwca 2017

Czy niektórzy z nas są potomkami Obcych?

Nicholas Redfern „Krew bogów”, Wydawnictwo Amber, Warszawa 2017

Odkryta tajemnica ludzkiej grupy krwi ujawnia, że niektórzy z nas są potomkami Obcych. Czy na przestrzeni tysiącleci byliśmy modyfikowani i udoskonalani przez pozaziemskie istoty, które traktują gatunek ludzki jako eksperyment genetyczny? Odpowiedź mogą dać badania ludzi, których krew ma wskaźnik Rh–. Nicholas Redfern dowodzi, że twórcami Rh-negatywnych byli Anunnaki – przedstawiciele pradawnej pozaziemskiej cywilizacji. Przybyli na Ziemię w poszukiwaniu surowców i poddali prymitywne ziemskie istoty modyfikacjom, by zapewnić sobie wydajnych pomocników. Potem odeszli, zostawiając swoich przedstawicieli, by nadzorowali potomków hybrydowych istot. Mówi o tym wiele starożytnych mitów.

Zanim powiecie mi, że już zupełnie oszalałem, sięgając po tę książkę, muszę powiedzieć, że kierowałem się czystą ciekawością naukową. A poza tym UFO, tajemnice i niedomówienia to jest to, co lubię najbardziej. 😆 Autor wiedząc, że jego teoria jest dość kontrowersyjna, już na pierwszej stronie przestrzega swojego czytelnika: „Przyznaję, że historia, którą za chwilę przeczytacie, jest skrajnie kontrowersyjna, i to z wielu powodów”. Ale to nie wszystko, bo żeby zrozumieć teorię Redferna, trzeba się również przygotować na to, iż „(...) historia przedstawia naszych bogów jako kogoś zupełnie innego, do tego stopnia, że niektórzy uznają to, co znajdą na następnych stronach, za jawną herezję”. Nie wiem jak na was, ale na mnie taki wstęp działa jak płachta na byka.

26 czerwca 2017

Bardzo jeszcze nastoletnia głowa rodziny


Katarzyna Ryrych „Jasne dni, ciemne dni”, Wydawnictwo Literatura, Łódź 2016 r.

Witek od dwóch lat jest głową rodziny (bardzo jeszcze nastoletnią), może liczyć tylko na siebie i jest już tym zmęczony. Matka – pogrążona w żałobie po Magdzie, która zginęła w wypadku samochodowym. Ojciec, który wtedy prowadził, leży w szpitalu bez kontaktu. A jest przecież jeszcze Bąk, potrzebujący miłości i przytulenia, i babcia z panem Alzheimerem. Kiedy Witek spotyka Kotę, okazuje się, że w jego sercu i głowie jest jeszcze miejsce i dla niej.

Najbardziej w tej powieści uderzyła mnie surowość narracji i w ogóle jakiś taki minimalizm świata przedstawionego. Źródła tej oszczędności należy się doszukiwać w osobie głównego bohatera. Jest nim piętnastoletni Witek, z wyglądu typowy Sebek, ale prócz dresów na sobie i bardzo krótko przystrzyżonych włosów nie ma wiele wspólnego z tym stereotypem. „Boks – moja miłość. Chodzę na zajęcia od dwóch lat. (...) Wolę walić w worek, niż tłuc głową o ścianę. I kompletnie nie rozumiem, dlaczego wszyscy się tak dziwią. Czy bokser koniecznie musi być tępakiem? Żeby wygrać, trzeba myśleć. Dużo czytam". Jednak tak prowadzona narracja pozostawia pewien niedosyt informacji o otoczeniu, przez co nakreślone wydarzenia nie mają w sobie nazbyt wiele realizmu, prawie wszyscy bohaterowie wraz ze swoimi problemami są do bólu papierowi i ciężko wykrzesać dla nich głębsze uczucia.

4 czerwca 2017

Miłość, czyli chemia naszych serc

Krystal Sutherland „Chemia naszych serc”, Wydawnictwo Dolnośląskie, Wrocław 2016, tłum. Donata Olejnik

Henry Page jeszcze nigdy nie był zakochany. Jest zbyt zajęty. Kończy szkołę średnią i jego energię pochłania zdobycie indeksu przyzwoitej uczelni. A poza tym wreszcie otrzymał stanowisko redaktora naczelnego szkolnej gazety! Nieliczne wolne chwile spędza z przyjaciółmi bądź przy grach komputerowych. I wtedy poznaje Grace Town – nową uczennicę, która nosi za duże męskie ubrania, podpiera się laską i skrywa pewną dramatyczną tajemnicę… 

Tak dobrej powieści dla młodzieży nie czytałem już bardzo dawno, a przecież nie stronię od tego gatunku. Nie kryję, że naprawdę trudno powiedzieć mi cokolwiek, co miałoby sens, na temat „Chemii naszych serc” w chwilę po skończeniu lektury; jestem nią oczarowany do tego stopnia, że mogę wydawać wyłącznie westchnienia podziwu. Zanim przejdę do recenzji, chciałbym Was poprosić o to, żebyście wrócili wspomnieniami do swojej pierwszej miłości. Całe godziny spędzone na gadaniu o niczym, odkrywanie siebie nawzajem, szalone przygody i to wspaniałe uczucie lekkości. To bardzo miłe wspomnienia i nie potrafią ich przyćmić nawet wspomnienie rozstania i związanego z nim rozczarowania. Słodko-gorzka jest historia Waszej pierwszej miłości, prawda? Ale możecie przeżyć ją jeszcze raz! Wystarczy sięgnąć po literacki debiut Krystal Sutherland i dać się porwać wspomnieniom.

Autorka podchodzi do sprawy miłości w nieco odmienny sposób, niż większość twórców kierujących swoją twórczość do młodzieży. Nie chciałbym powiedzieć zbyt wiele, żeby nie zepsuć przyjemności płynącej z lektury, ale mogę na pewno zdradzić, że Krystal Sutherland zrywa ze schematami i próbuje przekonać czytelnika do tego, by spojrzał na pewne sprawy w sposób odmienny, niż miało to miejsce dotychczas. Niektórym takie podejście może się spodobać, innych będzie uwierało swoją prostotą, bo prawda jest taka, że czasami lubimy oszukiwać samych siebie. Ale nie powiem nic więcej, koniecznie przeczytajcie „Chemię naszych serc” i dowiedzcie się, o co chodzi.