Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

31 stycznia 2014

Joanna Olech - ,,Dynastia Miziołków''

Autor: Joanna Olech
Tytuł: ,,Dynastia Miziołków''
Stron: 135
Wydawnictwo: Literatura
Rok wydania : 2013
Ocena: 10/10

,,Dynastia Miziołków'' jest książką autorstwa Joanny Olech. Powieść ta została nagrodzona nagrodą im. Kornela Makuszyńskiego i została wybrana w 1996 na Dziecięcy Bestseller Roku.

Miziołek, dwunastoletni chłopak mieszkający w Warszawie, pierwszego kwietnia, czyli w prima aprilis, zakłada pamiętnik. Opisuje w nim zwariowane życie całkiem ,,normalnej'' rodzinki żyjącej w larach 90 XX wieku. Młody chłopak wraz z całą swoją ferajną ( Fifa, Piroman ) przeżywają w szkole przezabawne sytuacje, o których czytamy w tej książce. Opinie na temat ,,starych'', dwóch młodszych sióstr, kolegów czy nauczycieli, to specjalność młodego Miziołka, który zawsze piszę szczerze i zabawnie, a od czasu do czasu dodaje również opisy tego, jak ciężko jest być młodym, dojrzewającym chłopakiem.

Z książką tą, mam nadzieję, zapoznał się już każdy. Niemal wszyscy, którzy ją przeczytali mówią, że przez cały czas śmiali się do łez, tak samo jak ja. Nie było strony, przy której nie chichotałem na głos, czy po prostu uśmiechałem, bo przygody zakręconych Miziołów są tak niesamowite i śmieszne, że mogłyby rozśmieszyć nawet największego ponuraka.

Dorośli mówią, że tacy jak Miziołek nie mają się czym martwić i powinni się póki co cieszyć światem. Ale nie zawsze jest tak różowo, bo Mizioł ma naprawdę dużo powodów do zmartwień, na przykład:
Mamiszon - jest zupełnie nieodpowiedzialną matką, która gotuje tak nieudolnie, jakby była dwunastolatkiem dopiero co zagłębiającym się w tajniki kulinarne. Co gorsza gubi rękawiczki, płacze w teatrze i ciągle czyta ,,Chatkę Puchatka''
Papiszon - maniak komputerowy, zakochany w pracy, do tego łakomczuch. Jak tak można ?
Kaszydło - ,,niewinny'' dzieciak w wieku czterech lat, jest ukochanym dzieckiem rodziców. W szkole robi awantury a w domu klnie, bo rodzice jej na to pozwalają ! Przynajmniej tak kazał psycholog.
Mały potwór - bobas, który potrafi zjeść wszystko.
Przez tych wyżej wymienionych, Miziołek nie może odrabiać lekcji i uczyć się do szkoły, bo ciągle ktoś wrzeszczy, płacze i biega po całym domu. Bogu dzięki, za dobrą pamięć, jaką został obdarzony.

Podoba mi się naturalność, którą książka jest przesiąknięta. Sprzyja jej język potoczny, którym Miziołek porozumiewa się z kumplami, codzienne sytuacje z życia wzięte i problemy, jakie spotykają każdego z nas. Dobrym rozwiązaniem jest wszystko to przedstawić z przymrużeniem oka.

Na 6 + spisała się również Anna Wojtunik, która pomogła autorce ,,przystroić'' książkę ciekawymi ilustracjami i układem graficznym. Przykładowa strona wygląda mniej więcej tak:



Bardzo spodobał mi się sposób w jaki mówi Miziołek - czyli lekko i zabawnie. Jego notatki w pamiętniku są krótkie, co sprzyja w szybkim czytaniu powieści. Mówią, że tylko mądre książki pozostają na dłużej w naszej pamięci. I tu się nie zgodzę. ,,Dynastia Miziołków'' na pewno przez dłuższy czas będzie siedziała w mojej głowie, a jeżeli zacznie z niej ,,uciekać'' to przeczytam ją jeszcze raz.

Książkę polecam każdemu kto chciałby się pośmiać i miło spędzić wieczór, albo przekonać się, że lektura szkolna też potrafi być ciekawa. Szczególnie zadowoleni będą ci w wieku szkolnym.

28 stycznia 2014

C.S. Lewis - ,,Ostatnia bitwa''

Autor: C.S. Lewis
Tytuł: Ostatnia bitwa
Stron: 195
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2002
Ocena: 10/10



W końcowym, siódmym tomie serii do śmiertelnego boju o Narnię staje wraz z garstką przyjaciół ostatni jej król, Tirian. Rzeczywistego zwycięzcę i prawdziwą Narnię ujrzy jednak tylko ten, kto przekroczy otwarte przez Aslana Drzwi. Jak potoczą się losy magicznych bohaterów? Co czeka na Czytelnika w ostatnim, najważniejszym tomie?

Ciężko za pomocą słów opisać, jak wiele znaczy dla mnie ta seria. Ile chwil spędzonych na przewracaniu kartek tych niesamowitych książek poświęciłem. Cieszę się jednak, że dane było mi przeczytać całą serię. Dzięki Lewisowi rozwinęła się moja wyobraźnia, dowiedziałem się jakie konsekwencje niesie ze sobą złe postępowanie. Wszystkie części wprowadziły do mojego życia wiele wartościowych rzeczy. Zawsze będę się nimi kierował. Dziękuję, Panie Lewisie.

25 stycznia 2014

Paulo Coelho - ,,Alchemik''

Autor: Paulo Coelho
Tytuł: ,,Alchemik''
Stron: 213
Wydawnictwo: Drzewo Babel
Rok wydania : 1995
Ocena: 5/10


Paula Coelho chyba nie muszę nikomu przedstawiać. Znamy go z mądrych cytatów i książek o tematyce związanej z życiem i miłością. Jego powieści cieszą się wielką popularnością na całym świecie.

Szesnastoletni Santiago postanawia zostać pasterzem, po tym jak uczył się w seminarium, po to aby móc podróżować wraz ze swoimi owcami. Pewnej nocy nachodzą go sny, które każą mu wyruszyć do Egiptu, w poszukiwaniu wielkiego skarbu. Aby wyruszyć w drogę musi pozbyć się owiec, które kocha, dlatego też chce jak najszybciej wrócić ze skarbem i odkupić swoje zwierzęta. By odnaleźć skarb musi pokonać wszelkie przeciwności losu, jakimi los go obdarza.

Czytałem wiele recenzji na temat tej książki i stwierdzam, że jest ona bardzo kontrowersyjnym dziełem. Jedni okrzykują powieść pseudofilozoficznym bełkotem, drudzy zaś najmądrzejszą powieścią stulecia. Do której grupy należę ja? Mieszczę się gdzieś pośrodku. Książka nie zawojowała w mojej głowie ale nie mogę powiedzieć, że jest ona nieudana, bo mądrości w niej zawarte zapamiętam na długo.

Widząc książkę na półce w bibliotece, bez wahania zabrałem ją ze sobą do domu. Wszystko dlatego, że znam nazwisko Coelho, o którym wiele osób mówi ,,genialny pisarz''. Czytałem też jego cytaty, dlatego spodziewałem się czegoś niesamowicie mądrego, czegoś nad czym rozmyślałbym przez jakiś czas. Zawiodłem się, ponieważ nic w tej treści nie zmusiło mnie do refleksji.

Autor poruszył tematy miłości, pragnienia, marzeń i problemów życiowych. Chciał nam pokazać jak sobie z nimi radzić i udało mu się to. Szkoda tylko, że zrobił to w nudny i sztywny sposób, co zauważa wiele osób. Wszystko przez bardzo wolny czas akcji, w którym Santiago przeżywa swoje przygody.

Na pochwałę zasługuje zespół czuwający nad poprawnością stylistyczną i ortograficzną, gdyż w trakcie czytania nie wyłapałem ani jednego błędu, co dzisiaj jest rzadkością, zwłaszcza gdy powieść jest tłumaczona z języka obcego.

Podobno mądrości zawarte w książce równie dobrze mógłby wymyślić każdy, nawet menel, a i tak nie nauczą nas niczego wartościowego, bo to zwykły pseudofilozoficzny bełkot. Tak? Ciekaw jestem, który z krytykujących wymyśliłoby coś równie mądrego i prawdziwego. Najłatwiej jest krytykować innych.

Niestety, książka ta nie przekonała mnie za bardzo do siebie, dlatego też, już więcej nie mam zamiaru spotykać się z twórczością Paula Coelho. Chociaż, jeżeli uda mi się znaleźć jego książkę, którą większość pozytywnie oceni, postaram się ją przeczytać. Może sami taką znacie?

Książkę mogę polecić tylko i wyłącznie fanom Paula Coelho.


,,Kiedy czegoś gorąco pragniesz, to cały wszechświat działa potajemnie,
by udało Ci się to osiągnąć.'' 

22 stycznia 2014

Joe Alex - ,,Cichym ścigałam go lotem...''

Autor: Joe Alex (Maciej Słomczyński)
Tytuł: ,,Cichym ścigałam go lotem''
Stron: 203
Wydawnictwo: Elipsa
Rok wydania : 2005
Ocena: 7/10

Joe Alex, czyli naprawdę Maciej Słomczyński jest o trzydzieści lat młodszy od Agaty Christie. Dlaczego wspominam tu o Agacie Christie? Wszystko dlatego, że dla mnie Maciej Słomczyński jest polskim odpowiednikiem Agaty Christie. Tak samo jak Christie pisał kryminały i to bardzo dobre kryminały, które zna cały świat.

Pewnego dnia Joe Alex, postrach wszystkich przestępców w Scotland Yardzie, otrzymuje telefon od przyjaciela Bena Parkera z wiadomością o śmierci wybitnego entomologa - sir Gordona Bedforda. Na miejscu zbrodni Alex odnajduje dwa listy samobójcze. Idąc logicznym tokiem myślenia sprawa staje się jasna - sir Bedford popełnił samobójstwo. Aczkolwiek Joe Alex nie przekonuje się do tej wersji i postanawia działać dalej. Rozwiązanie całej zagadki zajmuje mu... cztery godziny. Wszystko dzięki jednej, martwej ćmie. Tak więc czy popełniono samobójstwo? A może było to morderstwo?

Po raz pierwszy spotykam się z twórczością Macieja Słomczyńskiego i muszę powiedzieć, że jestem bardzo mile zaskoczony. Jeżeli sięgałem po kryminał, to zawsze była to książka Agaty Christie. Dlaczego? Nie sądziłem, żeby polski autor mógł pisać tak wspaniale jak pani Christie. Teraz już wiem, że byłem w wielkim błędzie. Autor z lekkością opisuje zdarzenia i za nic w świecie nie pozwala domyślić się czytelnikowi kto tak naprawdę zabił. Pan Maciej pozwala odbiorcy błądzić w złych domysłach, a prawdę, która zaskakuje ujawnia na samym końcu. Taki właśnie powinien być każdy kryminał i jestem bardzo dumny z tego, że Polak potrafi tak samo dobrze pisać, jak zagraniczni autorzy. Kto chciałby się nauczyć pisać kryminały niech czyta Joe Alexa.

Nad wodami i lądem, jak żagiel skrzydlaty,
                           Bezszelestnym i cichym ścigałam go lotem,
Wreszcie tu go dopadłam, skrytego mordercę.
                          I roześmiały się do mnie opary krwi ludzkiej.


Te słowa Ajschylosa, z pieśni o Eumenidach, natchnęły autora do stworzenia ,,Cichym ścigałam go lotem...''.

Chociaż powieść jest krótka, a przeczytanie jej zajmie nam jeden wolny wieczór, to i tak potrafi wciągnąć i na długo zafascynować. Jej wspaniałą cechą jest to, że po około trzech miesiącach całkowicie zapominamy treść i jeszcze raz mamy możliwość przeczytania tego jakże udanego kryminału.

Bardzo polubiłem Joe Alexa, bohatera książki, za poczucie humoru. Swoimi oryginalnymi odpowiedziami, czasem udało mu się wywołać uśmiech na mojej twarzy. Choć irytowały mnie, niektóre jego poczynania i pytania, podziwiam go za diabelską inteligencję, której nie spodziewałbym się po takim człowieku. 

Każdy mol książkowy przyzna mi rację jeżeli powiem, że w dzisiejszych czasach co raz trudniej o książkę, w której nie będzie żadnego błędu ortograficznego, stylistycznego itp. ,,Cichym ścigałam go lotem...'' to książka, która nie zawiera żadnego błędu ortograficznego. Całemu zespołowi pracującemu nad poprawnością tekstu należy się wielki plus.

Zawiodłem się na okładce wydawnictwa Elipsa. Nie chodzi mi zdjęcie i wygląd, bo to podoba mi się i to bardzo, zawiodłem się na informacji zawartej w górnym rogu książki - ,,Cena 6,90 zł''. No przepraszam bardzo ale to jest głupi pomysł. Nienawidzę sytuacji, kiedy cena znajduje się na przodzie okładki. Miejsce tej informacji jest z tyłu książki i nigdy, przenigdy nie powinna się stamtąd ruszać.

Książka na pewno zafascynuje każdego fana kryminału i może się spodobać innym, którzy nie czytują tego gatunku literackiego, mimo że została napisana pięćdziesiąt lat temu. 


Kobiety dobre i złe, piękne i brzydkie, uczciwe i zbrodnicze,
wszystkie ona potrafią spać, bez względu na sytuację,
bo dobro, zło, szlachetność i zbrodnia są dla nich tylko rekwizytami,
jak dobrze lub źle dobrane barwy sukni, szala czy torebki

20 stycznia 2014

Recenzent recenzentowi rodziną.

Dzisiaj zostałem bardzo mile zaskoczony dzięki moim dwóm koleżankom. Otóż dowiedziałem się, że prowadzą one bloga i to w dodatku z recenzjami. Może i nie mają wspaniałych blogów ale każdy z nas nie miał najlepszego bloga dzień po założeniu, czy nie prawdaż? Jako iż kontakt mam z nimi dobry spotkaliśmy się dzisiaj i dostałem od nich autografy. ;)

Tak ładnie zapakowała mi go Agnieszka.



A to dzieło Anny.




Taka jest ich treść:
Kartka od Agnieszki.

Kartka od Anki.


Serdecznie zapraszam na ich blogi. Komentujcie, krytykujcie, chwalcie i udzielajcie rad. ;]

19 stycznia 2014

Dan Brown -,,Zaginiony Symbol''

Autor: Dan Brown
Tytuł: ,,Zaginiony Symbol''
Stron: 623
Wydawnictwo:  Albatros, Sonia Draga
Rok wydania : 2010
Ocena:  10/10


 Dan Brown jest najsławniejszym pisarzem naszych czasów. Wszystko zawdzięcza swoim czterem książkom o Robercie Langdonie, które budzą kontrowersje na całym świecie. Pięćdziesięciolatek napisał również dwie pozycje o tematyce związanej z NSA.

,,Zaginiony symbol'' to trzecia książka z serii, w której głównym bohaterem jest Robert Langdon - specjalista od symboli i tajemniczych znaków. Z przykrością oznajmiam, że ta książka nie była zachwycająca tak, jak dwie poprzednie części.

  Pewnego dnia Langdon dostaje telefon od swojego przyjaciela Petera Solomona, z prośbą o wygłoszenie wykładu w Kapitolu. Kiedy dociera na miejsce, okazuje się, że nie zaplanowano żadnego spotkania, a co gorsze, na środku rotundy zostaje znaleziona odcięta dłoń, która okazuje się zaproszeniem do odnalezienia miejsca, w którym znajduje się największa mądrość świata. Po chwili, Robert zrozumiał o co chodzi. Jego przyjaciel został porwany. Czy spec od symboliki zdąży w przeciągu doby odnaleźć skarb, którego najlepsi szukali od długiego czasu? Czy uratuje swoich przyjaciół od śmierci? Czy sam wyjdzie z tej sytuacji bez szwanku?

Na samym początku chciałbym pochwalić wydawnictwa za wygląd książki. Twarda, czerwona oprawa przykryta pomysłową i zawierającą dużo symbolicznych elementów okładką wraz ze specjalnym sznurem, służącym jako zakładka, dodają książce uroku tajemniczości. Kiedy trzymałem dzieło w rękach, zdawało mi się jakbym czytał Biblię. Dzięki wyglądowi, o jaki zadbały oba wydawnictwa, książka genialnie prezentuje się na półce i od razu przyciąga uwagę.

Na pochwałę zasługuje również tłumacz - Zbigniew Kościuk. Przez całe 623 strony nie wyłapałem ani jednego spolszczenia, bo czytając książki zagranicznych autorów nie raz spotkałem się z ,,mejlem'' itp. Jestem przeciwko takim spolszczeniom, gdyż wygląda to beznadziejnie. Tak więc, pan Zbigniew spisał się na medal. Niestety, dość często spotykałem literówki, które choć nie rzucają się w oczy, utrudniają czytanie.

A teraz o książce. Mimo takiego samego schematu jak w ,,Anioły i demony'' czy ,,Kod Leonardo da Vinci'' autor nadal potrafi trzymać czytelnika w napięciu. Stopniowo doprowadzał do sytuacji, z której nie było już żadnego wyjścia. Żadnego dla czytelnika. Natomiast autor z łatwością wymyślał coś co zaskoczy i będzie miało sens. Podziwiam Browna za takie właśnie pomysły.

Dzięki tej książce dowiedziałem się wielu nowych rzeczy. Na przykład, czy ktoś z was wiedział, że: słowo ,,Bóg'' w Biblii użyto 33 razy? Isaac Newton wymyślił własną skalę temperatur, w której stopień 33 to zjawisko wrzenia wody? Newton był masonem?  Stopień 33 w masonerii oznacza, stopień największego wtajemniczenia? No właśnie, ja też nie wiedziałem.

Książkę, chociaż jest gruba, czyta się szybko i lekko. Wszystko dzięki zapierającym dech w piersi sytuacjom i niespodziewanym zwrotom akcji. Denerwowały mnie trochę krótkie rozdziały na pół strony, których było dość dużo. Jednak z tego co się dowiedziałem, te rozdzialiki miały za cel jeszcze większe wywarcie emocji. Niestety, ja tego nie czułem.

Moim zdaniem cała akcja toczy się za szybko. Gdybym pisał tę książkę rozłożyłbym ją na co najmniej trzy czy cztery dni, a nie jedną dobę. Przecież skarbu szukano już od dłuższego czasu i nikt go nie znalazł, a Robert Langdon w ciągu dwudziestu czterech godzin uporał się z tym trudnym zadaniem. Wiem, że autor chciał wywrzeć na czytelniku jak najwięcej emocji ale mnie zaspokoiłyby same wydarzenia, nawet gdyby cała akcja rozgrywała się przez rok.

Gdzieś w internecie wyczytałem, że na rok 2015 zaplanowana jest ekranizacja tej książki, dlatego chciałbym każdego z czytających moje recenzje zaprosić do obejrzenia filmu zaraz po stworzeniu adaptacji. W rolę głównego bohatera znów wcieli się Tom Hanks, który według mnie idealnie pasuje jako Robert Langdon.


Książkę polecam każdemu kto interesuje się starożytnymi symbolami, historią i rozwiązywaniem szyfrów, ponieważ w książce aż roi się od tajemniczych znaków, które czekają na rozwiązanie.



„Ludzie o ciasnych umysłach zawsze atakowali to, co nie mieściło się w granicach ich pojmowania.”

16 stycznia 2014

Katarzyna Tercha - ,,Zapiski powracającego człowieczeństwa''.

Autor: Katarzyna Tercha
Tytuł: ,,Zapiski powracającego człowieczeństwa''
Stron: 80
Wydawnictwo: Muzeum Regionalne im. Adama Fastnachta
Rok wydania : 2010
Ocena: 10/10

,,Zapiski powracającego człowieczeństwa'' to tomik poezji, utalentowanej poetki - Katarzyny Terchy. W książce umieszczono 69 wierszy tej autorki i jeden Ariela Kowalczyka pt. ,,Splątani''.



Pozycji nie umieściłem w stosiku styczniowym, ponieważ pożyczyła mi ją koleżanka, która koniecznie kazała przeczytać to dzieło, była aż tak zachwycona. Przeczytałem i tak mi się spodobało, że aż muszę się podzielić swoją opinią.Wiersze mogą naprawdę zainspirować i nieco zszokować...



Najbardziej podobały mi się te dwa:



,,Zazdrość''                                                                            
czerwony lakier samochodu bratatysiące promieni na nimuśmiechnięty właścicieltyle składali na ten wózz trudem wychodzę z domupochwalam siedzenia w panterkęnowoczesne głośnikimocne opony do których nie wbije się gwóźdź(niestety)wracam zmartwiona do pokojucały dzień zepsutyale za to pozostała jeszcze noczapowiadali graddobrze że nie ma garażu


,,Obojętność wrodzona'' 

dym papierosa miesza się z parującą herbatą przewracam kolejną stronę pożółkłej książki ukradkiem wyglądam przez okno sąsiadka spod czwórki wynosi śmierci żółty maluch przejechał kota zastanawiam się kto wypuścił persa na podwórko spoglądam na czerwoną miazgę i wracam do lektury.



Obydwa teksty mają w sobie coś przyciągającego, coś co każe je przeczytać i rozmyślać nad nimi. Może chodzi o to, że w dwóch słowach, Katarzyna potrafi zmieścić tyle treści, ile ja w dwóch wersach.  Emocje, jakie zawierają w sobie wiersze pani Terchy, pozostają w duszy na dłuższy czas, treść nie ulatnia się po chwili, tylko tkwi w głowie bardzo długo.



Jedynym minusem dzieła jest zawarty, w każdym wierszu pesymizm. Autorka opisuje świat jako miejsce pełne niedoskonałości. Może tak jest naprawdę, tylko ja, optymista nigdy tego nie zauważyłem?



Sięgając po ten tomik poezji nie spodziewał się niczego wielkiego. Dlaczego? Sam nie wiem, może dlatego, że nigdy wcześniej nie słyszałem o autorce? Jednak już po przeczytaniu pierwszego wiersza zmuszony byłem odłożyć książkę na bok i powiedzieć ,,wow''. Z początku nie mogłem pojąć, jakim sposobem poetka sprecyzowała dokładnie swoje myśli i odczucia, a także jak łatwo przyszło jej zainspirowanie innych do tworzenia, w tych kilku linijkach wiersza. To się nazywa prawdziwy talent literacki!



Szkoda, że tej pozycji nie wydało jakieś sławniejsze wydawnictwo, które pozwoliłoby szerszemu gronu czytelników  zapoznania się z twórczością Katarzyny Terchy. Mam nadzieję, że za kilka lat w księgarniach będę mógł zobaczyć kolejne tomiki poezji, albo jakieś opowiadanie tej utalentowanej, młodej osóbki.



Książkę polecam każdemu, nawet jeżeli nie interesuje się wierszami. Tym bardziej, przypadnie do gustu wszystkim początkującym poetom, którzy mogą znaleźć w niej inspirację.



                                                         


   
Katarzyna Tercha -  urodzona 22.10.1987r. swoją przygodę z pisaniem zaczęła pisząc opowiadania. Od najmłodszych lat czytywała  Krzysztofa Kamila Baczyńskiego.



10 stycznia 2014

Moony Witcher ,,Dziewczynka z Szóstego Księżyca.''

Moony Witcher ,,Dziewczynka z Szóstego Księżyca'', str. 303, Olesiejuk, 2013


Nikt nie wie, gdzie mieszka Moony Witcher, słynna, włoska pisarka dla dzieci. Wiadomo że swój ogromny dom dzieli z dwunastoma kotami i dwiema gęsiami. Autorka jest przekonana, że każdy z nas może zostać alchemikiem, pod warunkiem posiadania nieograniczonej wyobraźni. Według mnie jest bardzo interesująca i tajemniczą osobowością, która niejednego zaskoczy. ,,Dziewczynka z Szóstego Księżyca'' to pierwsza część serii o przygodach młodej włoszki - Niny de Nobili, alchemiczki uczęszczającej do piątej klasy szkoły podstawowej.

Trzydziestego maja Nina de Nobili otrzymuje list od swojego dziadka, w którym prosi ją o to, aby jak najprędzej przeprowadziła się do Wenecji. Okazuje się, że dziewczynce grozi wielkie niebezpieczeństwo. Już następnego dnia Nina zostaje poinformowana o nagłej śmierci dziadka. W tym momencie zaczyna się wyścig z czasem. Nina musi pokonać podłego czarnoksiężnika, który zamordował jej krewnego. W ciężkim okresie pomaga jej czwórka przyjaciół. Czy dzieciom uda się zgładzić czarnoksiężnika? Czy przeżyją tak niebezpieczną przygodę?

Bardzo spodobała mi się okładka wydawnictwa Olesiejuk. W wewnętrznej stronie oprawy książki widzimy wymienione pozostałe części przygód Niny de Nobili wraz z ich okładkami, co bardzo ułatwia odnalezienie następnej części w księgarniach i miejsce, w którym można wpisać imię i nazwisko posiadacza dzieła. Możemy również wyczytać kilka informacji o Moony Witcher i wyciąć tajemniczy alfabet, który będzie nam służył jako zakładka. Bardzo spodobał mi się ten dość nietypowy pomysł.

Mimo wspaniałej okładki, jaką wykonała ilustratorka tejże książki Ilarii Matteini, treść nie była zachwycająca, co strasznie mnie rozczarowało. Powieść nie prezentuje sobą niczego wybitnego. W większości głównie rysunki są warte uwagi, gdyż zostały wspaniale wykonane, a poza tym można na nich wyczytać tajemniczy alfabet dziadka. Każdego, kto lubi rozszyfrowywać tajemnicze litery, zapraszam do przeczytania pozycji. Dzięki tym nietypowym wskazówkom można się trochę pobawić  i wygimnastykować szare komórki w trakcie czytania. Ale ostrzegam - treść nie porywa.

Ilustratorka spisała się na medal.
W książce brakuje mi emocji i dokładniejszego opisu wydarzeń. Myślę, że dałoby się ulepszyć całość, a przede wszystkim wykonanie, dodając obszerniejsze opisy, dzięki którym z łatwością wyobrażalibyśmy sobie przedstawione sceny. Więcej barwności = większe przeżycia. Genialne rysunki nie pokażą nam wszystkich akcji, przez co wydawało mi się, jakby „Dziewczynka z Szóstego Księżyca” była niekompletna, pozbawiona tego istotnego elementu, który tak przykuwa uwagę czytelnika.

Moony ułatwia Ninie życie. Kiedy dziewczyna poznaje czwórkę dzieci, od razu zaprzyjaźniają się, a ich postawa wskazuje na to, że są gotowi oddać swoje życie, tylko po to, aby pomóc Ninie. Dorośli natomiast na wszystko jej pozwalają, co nie jest często spotykane. Najczęściej, kiedy Nina czegoś potrzebowała z łatwością znajdowała się w miejscu gdzie to ,,coś'' było i równie łatwo potrafiła to odnaleźć. Czasami zmuszona była walczyć o pewne przedmioty czy składniki, lecz bez większych trudności udawało jej się wyjść z tarapatów. Bohaterowi trzeba jakoś życie utrudnić, po to, aby w utworze zawrzeć jakieś emocje, a akcja nie była taka ,,sucha'' i nijaka.

W dodatku te ,,suche'' przygody następują po sobie zbyt szybko. Przez dziesięć stron czytamy, o tym jak dziewczyna spędza wolny wieczór, potem kolejne pięć stron o nowym niebezpieczeństwie i następne pięćdziesiąt stron opisuje dziwne przeżycia Niny, tak zagmatwane, że aż trudne do zrozumienia. Dzieło zawierało w sobie niewiele momentów, które mnie zaciekawiły. Niestety, bardzo często miałem ochotę książkę zamknąć i zająć się czymś ciekawszym. Moje zachowanie bardzo mnie zaskoczyło, ponieważ czytałem wiele pozycji i jeszcze żadne z nich tak mnie nie znudziło.

Muszę jednak pochwalić autorkę za wymyślane nazwy, choć niektóre są za długie. Nie wiem skąd Moony Witcher brała takie pomysłowe określenia. Świetnie nadawała tytuły niezależnie czy były nimi nazwane zwierzęta, rośliny albo miejsca.

Książkę mogę polecić tylko i wyłącznie dzieciom do dziesięciu lat, ponieważ starsi odbiorcy, którzy o Ninie de Nobili nigdy nie słyszeli, mogą być zniechęceni i znudzeni przygodami młodej dziewczyny.


Moja ocena: 4/10

9 stycznia 2014

Stosik styczniowy.


Hmm, cześć. Postanowiłem robić takie same stosiki jak większość recenzentów. Sorry za jakość zdjęcia, ale jakimś sposobem żadno mi nie wychodzi. Wrzucam go, bo lepiej późno niż wcale ;)
                                                       Książki od góry:

,,Cichym ścigałem go lotem''- Joe Alex. Jest to mój mikołajkowy prezent i jak na razie nie miałem czasu go przeczytać.
,, Ostatnia bitwa''- C.S. Lewis. Książka jest moją własnością.
,,Most do Terabithii'' - Katherine Paterson. Pożyczona od polonistki.
,,Katastrofa'' - Maciej Kuczyński. Nabytek z biblioteki. Niestety, w mojej bibliotece są same stare książki, bo bibliotekarka takie lubi. (Gdzie tu sprawiedliwość?)
,,Alchemik'' - Paulo Coelho. Także nabytek biblioteki. Książkę wziąłem na ślepo, bo autor przyciągnął moją uwagę.
,,Zaginiony Symbol'' - Dan Brown. To dzieło dostałem pod choinkę i żałuję, że wcześniej go nie czytałem, bo naprawdę jest ciekawa.
,,Dziewczynka z Szóstego Księżyca'' - Moony Witcher. Prezent na mikołajki.
,, Dynastia Miziołków''- Joanna Olech. Książka pożyczona od zaprzyjaźnionej polonistki (cioci). Słyszałem, że to bardzo dobra książka.

A więc to te  książki będę recenzował w styczniu. Mam nadzieję, że kiedyś wśród nich znajdą się książki od wydawnictw, ale jak na razie są to zbyt śmiałe marzenia. :D

5 stycznia 2014

Katherine Paterson - ,,Most do Terabithii''

Autor: Katherine Paterson
Tytuł: ,,Most do Terabithii''
Stron: 235
Wydawnictwo: Nasza Księgarnia
Rok wydania : 2013
Ocena: 9/10


Katherine Paterson jest znaną autorką na całym świecie, uwielbianą przez dzieci i młodzież. W swojej karierze dorobiła się 21 nagród literackich m.in.: nagroda im. Hansa Christiana Andersena czy medal Wilder Laura Ingalls, które otrzymują tylko najlepsi pisarze dla dzieci.

Jesse Aarons, mieszkający na wsi chłopak, poznaje pewnego dnia Leslie Burke. Dziewczyna wprowadza się do sąsiedniego domu, a oni sami zostają przyjaciółmi. Oboje coraz bardziej się do siebie zbliżają i wymyślają magiczną krainę Terabithię. Zostają władcami sekretnego kraju i przysięgają bronić go przed niewidzialnymi olbrzymami i wszelkimi innymi nieprzyjaciółmi. Jedynym sposobem przedostania się do twierdzy jest lina zawieszona na gałęzi wiekowej jabłoni. Pewnego dnia dochodzi do sytuacji, która odmienia wszystko...

Od razu muszę powiedzieć, że bardzo podobała mi się okładka. Autorowi ilustracji za pracę włożoną w ozdobienie strony, należy się wielki plus, gdyż poprzez swoje szkice zachęca do sięgnięcia po książkę. Jest tajemnicza, a spostrzegawczy czytelnik doszuka się ukrytych elementów i symboli. Właśnie grafika spowodowała, że zapragnąłem zagłębić się w stronice „Mostu Terabithii”.

W całym wykonaniu książki drażnił mnie jeden istotny element, a jest nim rozmiar czcionki. Olbrzymie litery czyta się zbyt szybko, co wiąże się z nieustannym przewracaniem kartek. Nie wiem, czy inni mieli takie odczucia, ale mnie doprowadzało to do szału.

Pisarka porusza ciężki temat dla dzieci czy młodzieży, czyli miłość. Główni bohaterowie, dojrzewający, młodzi ludzie, muszą radzić sobie z problemami szkolnymi i domowymi, co dodaje książce naturalności. Warto dodać, że powieść nie jest zmyśloną bajeczką, która nigdy nie mogła się wydarzyć, tylko piękną historią o mocnej i trwałej przyjaźni. Co ciekawe, „Most do Terabithii” nie jest stricte fantastyczną powieścią. Sama autorka przyznała, że została ona napisana na podstawie przeżyć jej syna.

Dzięki lekkiemu stylowi jakim posługuje się pisarka i wciągającej treści, „Most do Terabithii” czyta się lekko. Czasami wręcz nie zauważałem, że przebrnąłem już przez znaczną część powieści. Dzięki językowi, a przede wszystkim dzięki fabule, czytelnikowi może towarzyszyć huśtawka nastrojów. Raz śmiejemy się rozpuku, lecz w końcu sytuacja zmienia się, a tym samym nasze emocje. Zalewamy się strumieniami łez, które, choć próbujemy je zatrzymać, to i tak spływają powoli po naszej twarzy.

Myślę, że każdy się ze mną zgodzi, że powstają książki, których treść po jakimś czasie ulatnia się z głowy. Jednak istnieją też takie, o których pamiętamy przez bardzo długi czas. Dzięki mądrym radom i porywającej treści, tę powieść będę pamiętał długo i na pewno kiedyś do niej wrócę.

Na podstawie książki stworzono adaptację filmową, nad którą pracowali producenci ,,Opowieści z Narnii'' i montażyści ,,Władcy Pierścieni''. Dlatego gorąco zapraszam do obejrzenia filmu, gdyż naprawdę warto. Lecz pamiętajcie - najpierw trzeba przeczytać książkę.

Być może dorosły odbiorca uzna „Most do Terabithii” za nieco nudną i nieciekawą pozycję, ale młodzież, a przede wszystkim dzieci, na pewno nie zawiodą się na znakomitym dziele Katherine Paterson.
---------------------------------------------------------------------------------------------

Chciałbym serdecznie podziękować Zuzie B. z Recenzji Nadine która pomogła mi w stworzeniu tej recenzji. :]

4 stycznia 2014

C.S.Lewis- ,,Srebrne krzesło''

Autor: C.S.Lewis
Tytuł: ,,Srebrne krzesło''
Stron: 234
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania : 2002
Ocena: 10/10

,,Srebrne krzesło'' jest już czwartą książką tworzącą opowieść o magicznej krainie Narnii, którą stworzył i opisał C.S. Lewis. Do napisania dzieł zainspirował go obraz z dzieciństwa przedstawiający fauna idącego przez zaśnieżony las z parasolem i paczkami.

Eustachy i Julia zostają wezwani do Narnii przez Aslana, który obarcza ich misją odnalezienia zaginionego królewicza Riliana, syna Kaspiana, z którym Eustachy odbył podróż przez Wielki Ocean Wschodni. Prowadzeni przez Błotosmętka, odwiedzają  Ettinsmoor, krainę olbrzymów, w której przeżywają mrożące krew w żyłach przygody. Czy uda im się odnaleźć Riliana?

Cała akcja książki jest bardzo wciągająca dzięki wymyślonym postaciom. Olbrzymy, błotosmętki, ziemiści i wiedźmy to tylko kilka postaci wymienionych w książce, jednak gdybym chciał wymienić tu wszystkich, lista byłaby dłuższa niż ta recenzja.

Ponadto nie brakuje tu przygód i niespodziewanych zwrotów akcji, przez które nie jeden raz wstrzymywałem oddech, z trwogą czytając dalej bojąc się o bezpieczeństwo bohaterów. 

Autor wprowadził nas do tajemniczego świata podziemi, choć sam nigdy tam nie przebywał. Dlatego podkreślam jeszcze raz: C.S Lewis to człowiek z ogromną wyobraźnią i dlatego jego książki są tak wciągające, a także mają wielkie rzesze fanów. ,,Srebrne krzesło'' zawiera najwięcej rzeczy wymyślonych w całej serii ,,Opowieści z Narnii''.

Chciałbym pochwalić C.S. Lewisa, o ile mogę tak mówić, za genialny dobór narracji. Trzecioosobowy narrator opisuje dokładnie myśli bohaterów, co do tej książki pasuje idealnie. Dzięki narratorowi możemy zaglądać w przeszłość i przyszłość co jest bardzo pomocne w zrozumieniu całej historii.

Czytałem inne recenzje i okazało się, że ta książka jest najnudniejsza z całej serii. Oczywiście nie zgadzam się z tą opinią, ponieważ moim zdaniem najgorsza była książka  ,,Koń i jego chłopiec''. Nie chciałbym jednak zniechęcać do przeczytania piątej książki z tej serii.

Dzieło jest genialne, dlatego śmiało mogę twierdzić, że ekranizacja będzie należała do tych lepszych, ponieważ sam scenariusz i wiadomość, że jest do adaptacja powieści Lewisa będzie przyciągała tłumy. 

Podsumowując chciałbym gorąco polecić do przeczytania tej książki, bo na prawdę warto choć przez chwilę znaleźć się w sympatycznej Narnii, akurat w czasie poszukiwań księcia Riliana.

Książkę polecam każdemu staremu, młodemu, kobiecie, mężczyznie, fanowi kryminału, fanowi romansu, po prostu każdy musi ją przeczytać.








3 stycznia 2014

C.S.Lewis - ,,Podróż Wędrowca do Świtu''

Autor: C.S.Lewis
Tytuł: ,,Podróż <Wędrowca do Świtu>''
Stron: 246
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania: 2002
Ocena: 10/10

,,Podróż <Wędrowca do Świtu>'' jest trzecią z kolei książką tworzącą siedmio tomową opowieść o magicznej krainie Narnii. Na zdjęciu widzimy okładkę wydawnictwa Media Rodzina i muszę powiedzieć, że z wszystkich, które widziałem, ta podoba mi się najbardziej.

Edmund i Łucja w towarzystwie swojego arcyniesympatycznego kuzyna Eustachego trafiają na pokład ,,Wędrowca do Świtu'', którym dowodzi król Kaspian X. Tym razem rok w naszym świecie jest równy trzem latom w zaczarowanej Narnii. Na pokładzie dzieci poznają wiele sympatycznych stworzeń, z którymi poszukują baronów ojca Kaspiana. W związku z tym trudnym zadaniem, przeżywają wiele ciekawych i niebezpiecznych przygód.

Muszę przyznać, jak na razie ta książka jest najbardziej wciągająca. Dlaczego? A no dlatego, że tutaj dzieci wchodzą do Narnii przez... obraz! Oczywiście wchodzenie do magicznej krainy poprzez obraz nie jest powodem, dla którego dzieło strasznie mi się podoba.

Przez cały czas czytelnik płynie przez Wielki Ocean Wschodni i zahacza o coraz to nowsze wyspy. Żeby książka miała sens, trzeba było nieźle manewrować wyobraźnią. Chodzi mi o to, że opisy wysp były ciekawe, dokładne i łatwe w wyobrażeniu, co czyniło lekturę tak miłą.

Na pokładzie statku spotykamy wiele ciekawych stworzeń. Nie można powiedzieć iż spotyka się samych ludzi, ponieważ ,,Wędrowcem do Świtu'' podróżują również mówiące zwierzęta.

 Podziwiam Lewsia za to, że potrafi tak precyzyjnie przedstawić człowieka, zwierzę, ich zachowanie i myśli. Nie raz próbowałem pisać w wypracowaniach myśli moich bohaterów i powiem szczerze, nie wychodziło mi to wcale. A autorowi się udało.

Ponadto książka ma jednak wadę. Kiedy czytałem opis z tyłu książki nie było słowa o Piotrze i Zuzannie, tylko o ich kuzynie Eustachym. Liczyłem na to, że spotkam ich w książce, ale ku mojemu wielkiemu zaskoczeniu, autor nie wprowadził ich do Narnii. Zuzanna pojechała wraz z rodzicami do Ameryki, natomiast Piotr uczył się do jakichś testów. Szczerze, zawiodłem się strasznie. Nie wyobrażałem sobie Narnii bez tych dwóch władców. Niestety, wyczytałem, że już nigdy nie wrócą do Narnii. To jest na prawdę smutne.

Książkę polecam każdemu, bez względu na wiek, czy płeć.


2 stycznia 2014

C.S. Lewis- ,,Książę Kaspian''

Autor: C.S. Lewis
Tytuł: Książę Kaspian
Wydawnictwo: Media Rodzina


Rodzeństwo Pevensie zostało po raz drugi wciągnięto do Narnii w pierwszych stronicach książki. Okazuje się, że podczas gdy w świecie dzieci minął rok, w Narnii przeminęło już.. 1000 lat! Rodzeństwo dowiaduje się o tragicznych losach Narnii dzięki karłowi Zuchonowi. Od tego czasu losy magicznej krainy leżą w ich rękach.


C.S. Lewis to autor książek znanych na całym świecie. Wśród czytelników zasłynął głównie dzięki serii o magicznej krainie Narnii. ,,Książę Kaspian'' to jej druga część. Po raz pierwszy została wydana w roku 1951, ale dzięki wydawnictwu Media Rodzina doczekaliśmy się jej odświeżenia na wysokim poziomie.

Szczerze, muszę powiedzieć, że ,,Lew, czarownica i stara szafa'' była jednak bardziej interesująca i  wciągająca niż druga powieść Lewisa. Nie mam zamiaru powiedzieć, że ta książką jest beznadziejna, ponieważ mijałbym się  z prawdą. Kiedy od Zuchona dowiadywałem się jak zmieniała się Narnia przez te 1000 lat, (mogłem wszystkiego wysłuchać, gdyż autor opisał te dzieje bardzo dokładnie) moje zaskoczenie, to miłe i mniej miłe nie miało granic. Na prawdę nie spodziewałbym się po żadnym pisarzu, że opisałby to wszystko równie ciekawie jak autor tej książki, ponieważ byłoby to niezmiernie trudnym zadaniem. Ponadto zadziwia mnie wielka wyobraźnia pisarza, bo jestem przekonany, że sam nie wymyśliłbym i tak idealnie zaplanował wszystkie zdarzenia z tejże książki. Czytałem recenzje innych osób na temat tej książki i nie były nią zachwycone w pełni, bo albo czytało się ją ciężko, albo fabuła nie była wciągają, itp. Nie wiem dlaczego książka im się nie podobała, bo dla mnie jest to po prostu uczta dla każdego bibliofila.

Książkę może czytać każdy bez względu na wiek, czy płeć.


2 stycznia 2014

C.S Lewis - ,,Opowieści z Narnii''


Autor: C.S. Lewis
Tytuł: ,,Opowieści z Narnii''
Stron: 182
Wydawnictwo: Media Rodzina
Rok wydania:  2002
Ocena: 10/10


Clive Staples Lewis urodzony w 1898 jest autorem siedmio tomowej opowieści o wymyślonej krainie Narnii. Pierwszy raz ,, Lew, czarownica i stara szafa'' została opublikowana w... 1954 roku! Czyli dokładnie 60 lat temu. Trudno sobie wyobrazić, żeby ktokolwiek napisał tak spektakularną książkę jak Lewis. Mam nadzieję, że każdy przeczytał to dzieło.

Łucja, Edmund, Zuzanna i Piotr Pevensie, zostają wywiezieni na wieś do starego profesora, ponieważ w Anglii trwa wojna. Pewnego dnia podczas zabawy w chowanego, Łucja chowa się do wielkiej szafy. Można sobie wyobrazić jak wielkie było jej zdumienie gdy trafiła do jakiegoś innego świata. Przebywa w nim około dziesięciu godzin i wyskakuje z szafy krzycząc, że wróciła i nic się jej nie stało. Rodzeństwo wyśmiewa Łucję, ponieważ nie upłynęła nawet sekunda, a ona wyskoczyła ze swojej kryjówki. Wkrótce całe rodzeństwo zaczyna wielką przygodę, od której nie ma odwrotu.

Możemy z łatwością stwierdzić, że Lewis chciał ukazać odwieczną walkę dobra ze złem, poprzez cechy charakteru wszystkich bohaterów. Oczywiście dobro wygrywa ze złem, jak to jest zawsze. Książka ma wciągającą fabułę, dlatego uporałem się z nią w dwie godziny. Może i styl pisania nie jest tak ambitny jak styl Tolkiena czy innych kolegów Lewisa, ale jak dla mnie książka po prostu powala swoją treścią. Muszę powiedzieć, że bardzo polubiłem rodzeństwo Pevensie, bo daje się w nich wyczuć tą beztroskę i miłość, która wręcz poraża czytelnika. Najbardziej spodobała mi się Łucja, ponieważ jest dzieckiem, który przywiązuje się do wszystkich mieszkańców Narnii, a zwłaszcza Aslana i kocha ich, choć nie zna ich prawie wcale.



Książkę polecam młodszym, jak i starszym, ponieważ książka nie zawiera tylko rzeczy wymyślonych, za którymi dorośli (tak myślę) nie przepadają, a można zobaczyć historie prawdziwych cudów.





1 stycznia 2014

Nowy Rok!

  Witam wszystkich czytelników, jeżeli takowi istnieją. Jak wiadomo, dzisiaj 1 stycznia 2014 roku, rozpoczęliśmy kolejny rok. Dlatego chciałbym Wam złożyć życzenia. Życzę Wam żebyście w tym roku przeczytali masę książek, żeby jeszcze więcej powędrowało do waszych biblioteczek domowych, dużo zdrowia, radości, sukcesów i czego tam sobie sami chcecie :]

Mam do Was prośbę. Jeżeli ktoś w ogóle czyta te recenzje to niech pozostawi po sobie komentarz, po to żebym wiedział, że mam dla kogo owe recenzje pisać.

1 stycznia 2014

M.Musierowicz- ,, Kwiat kalafiora''




Tytuł: ,,Kwiat kalafiora''
Autor: Małgorzata Musierowicz
Wyd.: Akapit Press
Stron: 177
Ocena: 10/10


Książkę przeczytałem, ponieważ była moją lekturą na olimpiadę z języka polskiego. Wystarczyło, że zobaczyłem okładkę, a chęć do przeczytania przyszła od razu.

 Małgorzata Musierowicz jest autorką znanego ( na razie) 19- to częściowego cyklu ,, Jeżycjada ''. Artystka urodziła się w 1945r. czyli dziś ma około 69 lat. Zdążyła już napisać 44 książki! Według mnie to dość dużo. Bardzo lubię książki tej autorki, ponieważ pisze je językiem lekkim i zrozumiałym, co jest bardzo ważną umiejętnością, jeżeli ktoś ma zamiar pisać książki. Musierowicz należy do najbardziej znanych autorów w Polsce i do tych najbardziej lubianych. Tak bywa kiedy ma się rzesze fanów.


,,Kwiat kalafiora'' to trzecia książką z cyklu wszystkim znanej ,,Jeżycjady'', którą zalicza się do powieści młodzieżowych. Muszę powiedzieć, że dwie pierwsze książki pt. ,, Szósta klepka'' i ,, Kłamczucha'' nie zachwyciły mnie tak jak ta książka.  Warto dodać, że to dzieło w 1982r. została wpisana na honorową listę IBBY!

Borejkowie, czyli cztery zwariowane siostry Gaba, Ida, Pulpa i Nutria, wiecznie zaczytany Ignacy, ojciec i filozof, a także kochana mamusia Emilia. Sylwestrowej nocy lat 70 XXw., czyli za czasów PRL-u, Gabriela, która spędzała noc na prywatce u swojej kuzynki Joanny otrzymała telefon z informacją, że jej mama leży w szpitalu z powodu wrzodu żołądka. Gabriela z pomocą Robrojka, kolegi, którego poznała na prywatce, jak najszybciej dociera do domu, w którym zastaje trzy siostry łkające i przestraszone. Układa wszystkie do snu i pędzi do szpitala w Poznaniu. Spotyka tam ojca, który każe jej wracać do domu, a sam zostaje w szpitalu i czuwa nad operowaną Milką. Od tego dnia wszystkie obowiązki spadają na barki najstarszej siostry. Jakby tego było mało ma kłopoty z Grupą Dyskusyjną ESD ( Eksperymentalny Sygnał Dobra), sąsiadką Szczepańską, która nie lubi rodziny,a także z... miłością.

Spotkałem się z opinią, że książka ta niczym zachwycającym nie różni się od pozostałych dwóch części, że książka wcale nie jest taka wspaniała, a nawet nudna, na szczęście były takie osoby, które uważały, że to najlepsza książka jaką w życiu czytały. Ja przychylam się do tej ostatniej opinii, ponieważ książką jest fenomenalna. Bardzo często uśmiechałem się i cichutko chichrałem, bo trzeba powiedzieć, że było dość dużo fragmentów, które rozśmieszą każdego. Książka, choć na taką nie wygląda, jest bardzo wartościowa, ponieważ autorka opisuje problemy dojrzewającej dziewczyny, a wiadomo, że problemy często są takie same. Dzięki bohaterom wiemy jak wyjść z jakiejś nie miłej sytuacji, bo w książce wszystko zostaje dokładnie opisane.

Książka ta na prawdę jest godna przeczytania, a zwłaszcza polecam ją młodzieży i każdej kobiecie, bo każdy znajdzie tu coś dla siebie.