Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

OPTYMISTA NIE ŻYJE!

Żartuję, oczywiście. Żyję, ale przeniosłem się do innego miejsca w sieci. Teraz znajdziesz mnie tutaj: poppapraniec.blogspot.com/

29 października 2016

Co czytasz? "Kolację"?

Herman Koch „Kolacja", Media Rodzina, Poznań 2013, tłum. Jadwiga Jędryas

Dwie małżeńskie pary spotykają się w ekskluzywnej restauracji na z pozoru kurtuazyjnej pogawędce przy kolacji. Do omówienia mają jednak bardzo poważny problem dotyczący ich nastoletnich synów. Gdy wystrojone kelnerki wnoszą na stół kolejne dania, a neutralne tematy niepokojąco szybko się wyczerpują, atmosfera wyraźnie się zagęszcza. Trudno przewidzieć, jaki będzie finał starcia...

Muszę przyznać, że z początku się przeraziłem. Bo jak tu opisywać przez blisko trzysta stron jeden wieczór, czyli spotkanie dwóch małżeństw na kolacji w restauracji? Całe szczęście Herman Koch nie opisuje nudnej historii, lecz tworzy obraz zwykłego spotkania, które wraz z coraz liczniejszymi retrospekcjami zaczyna nabierać wielkiej wagi. Holenderski pisarz idealnie dawkuje nowe informacje, raz po raz przyprawiając czytelnika o zdumienie i wzbudzając w nim bezgraniczną ciekawość. Uwierzcie mi, kiedy już sięgnięcie po „Kolację" i poznacie przyczynę spotkania tych dwóch par, nie będziecie mogli się powstrzymać przed drążeniem tematu. W głowie będą się tylko miotać pytania bez odpowiedzi. Przynajmniej do czasu.

22 października 2016

Miasto glin i policjantki

Karin Slaughter „Miasto glin", Muza, Warszawa 2016, tłum. Paweł Wolak

Atlanta 1974. Kate Murphy jest świeżo upieczoną policjantką. W zdominowanym przez kult macho Wydziale Policji miasta Atlanta nikt nie ma litości dla nowicjuszy. Poza tym to najgorszy dzień na rozpoczęcie służby - nad ranem został zastrzelony jeden z najbardziej lubianych funkcjonariuszy. To kolejna ofiara grasującego w mieście Strzelca. Koledzy z wydziału pałają żądzą zemsty, a miasto, w którym napięcia na tle rasowym sięgają zenitu, znajduje się na krawędzi wojny. Schwytaniem Strzelca powinni się zająć prawdziwi gliniarze. Odsunięte od sprawy Kate Murphy i jej partnerka Maggie Lawson podejmują własne śledztwo. Tymczasem zabójca czyha na następną ofiarę...

„Miasto glin" jest książką dobrą. Jak każda powieść ma swoje wady i zalety. Zacznę od tych pierwszych, bo jest ich mniej, a poza tym łatwiej się o nich pisze. Pierwsza ćwiartka książki to zaznajamianie czytelnika ze światem przedstawionym. Znana wszystkim zasada każdego dzieła, z tą tylko różnicą, że książka Slaughter przez pierwsze sto pięćdziesiąt stron jest zwyczajnie nudna. W tym czasie wielu bohaterów potrafi zirytować czytelnika i nie zdziwiłbym się, gdyby ktoś skończył lekturę w tym miejscu. A to źle, bowiem z czasem akcja się rozwija i robi się coraz ciekawiej. Mnie również nie spodobała się postać mordercy. Nie ma w niej niczego zaskakującego czy intrygującego i choć trudno wytropić prawdziwego sprawcę wydarzeń, to jego zdemaskowanie nie budzi większych emocji, a bohater nie ma w sobie niczego interesującego. Tysiące już takich przewinęło się w historii literatury.

16 października 2016

Instrukcja obsługi... głowy

Czesław Bielecki „Głowa. Instrukcja obsługi", Zwierciadło, Warszawa 2016, wyd. II


Czesław Bielecki czerpiąc z własnych doświadczeń, wypracowanych w zawodzie architekta, uczy efektywnego łączenia dwóch ważnych funkcji naszego umysłu: myślenia i działania. Oprócz krótkich tekstów autor podsuwa czytelnikowi konkretne ćwiczenia i kanon lektur dla zainteresowanych. To książka dla każdego, komu zależy na rzeczywistych efektach działania. Unikalnym komentarzem do treści są rysunki Janusza Kapusty.

Czesław Bielecki to prawdziwy erudyta – jest architektem, pisarzem, publicystą, parlamentarzystą, działaczem politycznym, wcześniej aktywnym działaczem opozycji demokratycznej oraz doradcą Lecha Wałęsy. Wszędzie go pełno. Członek Stowarzyszenia Pisarzy Polskich.

9 października 2016

Onichimowska o homoseksualistach

Anna Onichimowska „Koniec gry", Literatura, Łódź 2016

Siedemnastoletni Alek powoli wchodzi w dorosłość. Spotyka się z pierwszymi dziewczynami, dostaje dorywczą pracę u słynnego reżysera teatralnego, wyjeżdża samodzielnie do Londynu, by dorobić. To wszystko sprawia, że chłopak zaczyna dostrzegać swoje zainteresowanie mężczyznami. Powoli oswaja się z tą myślą, próbując nieznanego, stara się zapanować nad swoim życiem. Szuka odpowiedzi na pytanie, kim tak naprawdę jest. Wreszcie decyduje się na coming out – ujawnia swoją orientację seksualną zarówno znajomym, jak i najbliższej rodzinie.

Anna Onichimowska kojarzona jest przez młodzież z powieściami o tematyce związanej z narkotykami, młodsi zaś uwielbiają jej opowiadania na dobranoc. Nie ukrywam, że zaskoczył mnie „Koniec gry" i wtargnięcie w sfery homoseksualizmu. Bo i literatura polska dość oszczędnie podchodzi do tego tematu. Zawstydzenie? Temat tabu? Dlatego z zaciekawieniem podszedłem do „Końca gry", bo po pierwsze, wyszło spod pióra Onichimowskiej, a po drugie, to nie jest żadna internetowa grafomania, ale ciekawa lektura dla młodzieży.

Książka ta silnie kojarzy mi się z „Buszującym w zbożu" J. D. Salingera, a to przez postać głównego bohatera. Alek i Holden Caulfield mają wiele wspólnych cech. Oboje decydują się na życie według własnego pomysłu i buntują się wobec powszechnie panujących przekonań. Życiorys Holdena jest o wiele ciekawszy niż Alka, spotyka on bowiem na swojej drodze więcej przeszkód, sytuacji, które sprawdzają jego dojrzałość i inteligencję. Aleksander zaś okazuje się być niesamowitym szczęściarzem – prócz barwnej i trudnej do zniesienia rodziny oraz problemu z tożsamością seksualną wszystko szczęśliwie mu się układa. Gdy potrzebuje pieniędzy, szybko znajduje dobrze płatną pracę, gdy rodzina wyrzuca go z domu... a zresztą, nie chcę zdradzić Wam fabuły! Po prostu wierzcie mi na słowo.

6 października 2016

Ludzi wybitnych zawsze wyszydzano

Albert Jack „Z Galileusza też się śmiali", Muza, Warszawa 2016, tłum. Jolanta Sawicka

Wynalazców wyrastających ponad swoje czasy krytykowano, wykpiwano, zniechęcano na wiele sposobów. Nie poddawali się, niektórzy walczyli latami, robiąc to, co uważali za słuszne. I wygrywali... To lekcja, której nie wolno zapomnieć. Albert Jack złożył hołd ludzkiej kreatywności i wytrwałości: opracował bogaty katalog wynalazków z różnych dziedzin i związanych z nimi historii, przeważnie zabawnych, czasem smutnych, ale nieodmiennie fascynujących.

„Z Galileusza też się śmiali" to zbiór wynalazków, które z początku wydawały się dziwaczne, daleko wyprzedzały swoje czasy, a nawet zostały poczynione przypadkiem. Albert Jack zaprasza czytelnika w podróż po kartach historii. Wzlotach i upadkach słynnych wynalazców, tych znanych trochę mniej także. Na ponad trzystu stronach czytelnik ma możliwość poznania niemal setki intrygujących historii. Zdarzały się też mniej interesujące, ale to zależy od indywidualnych zainteresowań. Tę pozycję można czytać w taki sam sposób jak literaturę piękną – przewijają się w niej opowieści pisane przez samo życie. Nie sądziłem, że książka ta zafrapuje mnie w takim stopniu. Czytałem kolejne strony w błyskawicznym tempie. Zwyczajnie zafascynowany życiem innych.