Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

30 września 2015

Pan Samochodzik w nowej odsłonie graficznej!

Nienacki Z.,"Wyspa Złoczyńców", "Pan Samochodzik i templariusze","Niesamowity dwór", Siedmioróg, Wrocław 2014


Pan Samochodzik to najbardziej rozpoznawalna postać w świecie powieści detektywistycznych. Który z pasjonatów podobny historii chociaż raz trzymał w rękach powieści Nienackiego? Każdy! Postać pana Tomasza zachwyca pokolenia czytelników, a czytelnicy są tak zafascynowani jego przygodami, że sięgają po powieści Nienackiego kilkakrotnie. Dzisiaj prezentuję Wam wydanie od Siedmioroga - najlepsze wydanie graficzne, zaraz po wydaniach Warmii.

W pierwszym tomie Pan Samochodzik wyrusza na wyspę pełną pamiątek ponurej przeszłości. Gdzieś tutaj przed wiekami ginęli ludzie, gdzieś tu w czasie wojny ukryto skarby, które Pan Samochodzik ma teraz odszukać. Chętnych do zdobycia skarbu jest jednak więcej, a w niewyjaśnionych okolicznościach giną kolejni ludzie. "Pan Samochodzik i templariusze" to z kolei historia o ukrytym skarbie templariuszy. Nie brakuje niespodziewanych zwrotów akcji, ciekawostek historycznych i konkurentów, którzy również chcą odkryć skarb. "Niesamowity dwór" to opowieść, w której zagłębiamy się w historię tajemniczego dworu, odwiedzanego przez duchy. Nie brakuje tajemnic, a pytanie brzmi: Czy Panu Samochodzikowi uda się odkryć skrywane przez dwór sekrety, które zabrał do groby antykwariusz?

Największym atutem tych trzech powieści jest język. Nikt nie pisał tak dobrze, lekko i przyjemnie, jak Zbigniew Nienacki. Ten pisarz miał wyjątkowy talent do budowania zdań i dawkowania napięcia. Dzięki barwnym opisom wielu miejsc, czytelnik w trakcie lektury ma wzmożona ochotę odwiedzić opisywane miejsca, bo z łatwością udziela mu się zachwyt z jakim pisze o tym wszystkim Nienacki. Lekkość pióra i plastyczność dialogów dodają powieściom o Panu Samochodziku wiele atrakcyjności. Lektura tych trzech powieści była dla mnie czystą przyjemnością. Nie dość, że mogłem obserwować cudowne miejsca spotykane w okolicach Warmii i Mazur, to w dodatku dane byłoby mi cofnąć się czasie. Uwielbiam książki Nienackiego!

27 września 2015

Krew na śniegu

Jo Nesbo, "Krew na śniegu", Wydawnictwo Dolnośląskie, 2015 r.



Olav zarabia na życie jako płatny zabójca. Nie ma przyjaciół ani rodziny, nikogo z kim mógłby szczerze porozmawiać, zwyczajnie spędzić czas. Pewnego dnia spotyka kobietę swoich marzeń, ale... Po pierwsze, ona jest żoną jego szefa. Po drugie, Olav właśnie dostał zlecenie, by ją zabić. Bohater nie zdaje sobie nawet sprawy z tego, jak niecodzienne zlecenie wpłynie na jego życie, ani jakie będą jego skutki. Nie powiem więcej, bo nie chciałbym zdradzić całej fabuły tej króciutkiej historii. 

24 września 2015

"Galop '44" i tuwimowski dodatek na każdą pogodę

M. Kowaleczko-Szumowska, "Galop '44", Literacki Egmont, 2014 r.

1 sierpnia 1944r. Data mocno wyryta w świadomości wszystkich Polaków. Początek Powstania Warszawskiego, trwającego sześćdziesiąt trzy dni oblężenia Warszawy. Dni przepełnione bólem, śmiercią, łzami, a od czasu do czasu złudną nadzieją i radością. Doskonale znacie tę datę, czyż nie? Z bólem muszę Was poinformować, że dzisiejsza młodzież (tj. moi rówieśnicy) w coraz mniejszej ilości wiedzą dokładnie, o co chodziło w Powstaniu Warszawskim. Cieszę się, że Monika Kowaleczko-Szumowska napisała tę powieść. Być może dzięki niej zostanie odświeżona pamięć wielu osób.

Mikołaj w przedziwny sposób trafia ze współczesnej Warszawy w sam wir dramatycznych wydarzeń powstania warszawskiego. Jego starszy brat Wojtek decyduje się na podróż, która zakończy się kilkadziesiąt lat wcześniej, aby wydostać Mikołaja z powrotem. W walczącej Warszawie chłopcy poznają na przemian smak zwycięstwa i gorycz porażki, dowiadują się, czym jest męstwo, prawdziwa przyjaźń i wielka miłość. Podróż w przeszłości już na zawsze zmieni ich postawy, relację oraz światopogląd.

21 września 2015

O melba!

 
G. Bączkiewicz, "O melba!", Literatura, 2015 r.

Czasami aż chce się zakląć wymyślonym przekleństwem. Ja nigdy nie wymyśliłem własnego, bo nie miałem też zbytniego powodu. Natomiast główna bohaterka "O melba!" powód ma, a nawet jest ich kilka. Nie spodziewałem się, że powieść Grażyny Bączkiewicz (wcześniej nieznanej mi autorki) wciągnie mnie do tego stopnia, że bardzo ciężko będzie mi się od niej oderwać. A jednak! Choleryczna babka i jej uparta wnuczka to duet, który mnie oczarował.

To nie jest śmieszna historia. Tak jak nie jest śmieszne dorastanie. Czasami aż chce się zakląć wymyślonym przekleństwem: „o melba!”. Owszem, bywa zabawnie, zwłaszcza gdy ma się mamę dziennikarkę, choleryczną babcię i tatę, który odszedł przez chomika. Rodziny się nie wybiera i Malina w sumie nie narzeka – inni mają gorzej. Ale nawet jeśli rodziny nie można sobie wymienić na inną, to szkołę owszem. Kiedy dzieje się w niej coś złego – można zwiać albo pozostać biernym i udawać, że niczego się nie widzi. Tylko że czasem nie można przymknąć oczu. Po prostu się nie da! Trzeba podjąć wyzwanie i stawić opór. To trudne, zwłaszcza gdy ma się kilkanaście lat. 

"O melba!" rzeczywiście nie jest zwyczajną i śmieszną historią (chociaż wstawki komiczne można odnaleźć). Wszystko przez to, że główna bohaterka jest dojrzałą dziewczyną, której nie makijaże i nowe ciuszki w głowie, a rzeczy bardziej... ludzkie. Nie da się ukryć, że los dał jej, jak dotąd popalić. Ojciec zostawiający rodzinę z powodu chomika (brutalnie zepchniętego z balkonu przez Malinę), towarzystwo nie akceptujące jej dojrzałości, matka zafascynowana pracą i tułaczką po całym kraju oraz tajemnicza historia sprzed lat. Wszystko to popycha niecodzienną akcję do przodu, w wyniku czego powstaje nam mieszanka mrocznego thrillera, powieści obyczajowej i młodzieżowej, ale z mocno rozrysowanym tłem psychologicznym.

18 września 2015

"Myślę, że moje powieści są uniwersalne. To nie tylko kryminały, ale przede wszystkim opowieści o ludziach." - wywiad z Katarzyną Puzyńską


Kiedy zapytać przeciętnego czytelnika mającego styczność z prozą kryminalną o najlepszą polską pisarkę tego gatunku, padnie odpowiedź "Katarzyna Puzyńska, rzecz jasna.". Będąc po lekturze całej serii o policjantach z Lipowa i niecierpliwie wyczekując premiery "Utopców" postanowiłem zadać mistrzyni gatunku kilka nurtujących mnie pytań. Mam nadzieję, że uznacie je za ciekawe, a przeczytanie całego wywiadu sprawi Wam wielką przyjemność i również odpowie na nurtującego Was pytania.

1. Skąd wziął się pomysł, by rodzinną miejscowość młodszego aspiranta Daniela Podgórskiego nazwać właśnie Lipowo? Nie chciała Pani zostawać przy prawdziwiej nazwie wsi znad Bachotka? Co była za, a co przeciw temu pomysłowi?

„Lipowo” powstało jako zbitek nazw dwóch istniejących miejscowości – tej, która jest pierwowzorem książkowego miasteczka oraz wsi, która położona jest kawałek dalej. Lipowo jest miejscem fikcyjnym, chociaż można znaleźć w nim również prawdziwe elementy. Dodaje to smaczku. Czytelnik, który odwiedzi te strony może mieć radość z odkrywania, że na przykład bunkier obok Zbiczna (opisany w „Więcej czerwieni”), remiza strażacka z „Motylka”, czy „Cichy Lasek” (chociaż bez jego mieszkańców opisanych w „Trzydziestej pierwszej”) naprawdę istnieją. Z drugiej strony fakt, że Lipowo to fikcja, otwiera pole do popisu i pozwala mi na puszczenie wodzy wyobraźni. Zawsze powtarzam, że Lipowo to taki labirynt pomiędzy tym, co siedzi mi w głowie i tym, co rzeczywiste.

2. Czy uchyli Pani rąbka tajemnicy i podzieli się z nami informacją kim są dla Pani Krzysiek i Balbina, którym dedykowane są wszystkie kryminały z serii o Policjantach z Lipowa?

Krzysiek to mój mąż, a Balbina to moja mama. Oboje są dla mnie bardzo ważni, więc to im dedykowałam dotychczasowe książki. Zawsze mogę liczyć na miłość i wsparcie z ich strony.

 3. Skąd bierze się u Pani taka pasja do zwierząt, biegania oraz Skandynawii? Obserwując strony, na których się Pani udziela nie trudno dojść do wniosku, że dla swoich pasji jest Pani w stanie poświęcić mnóstwo czasu. 
Tak, to są sprawy dla mnie bardzo istotne. Mam dwa psy i dwa konie. Zwierzęta były obecne w moim życiu od najmłodszych lat. Nie wyobrażam sobie, żeby było inaczej. Przyjaźń z nimi jest dla mnie bezcenna. Marilyn Monroe powiedziała kiedyś „Dogs never bite me. Just humans”, co w dosłownym tłumaczeniu oznacza „Psy nigdy mnie nie gryzą. Tylko ludzie”. Myślę, że wiele możemy się od zwierząt nauczyć. Chociażby pokory, cierpliwości i empatii, a także oczywiście szacunku do innych i bezwarunkowej miłości. Nie przez przypadek zarówno psy, jak i konie pomagają w programach resocjalizacji skazańców oraz osób uzależnionych. 

Jeżeli chodzi o bieganie zdecydowanie jest to ogromna część mojego życia. Właściwie każdy dzień zaczynam od treningu. To przynosi wyciszenie. Można na ten czas się wyłączyć i nie myśleć o niczym konkretnym. Jest się tu i teraz. To odpoczynek i relaks. Chwilowy reset, który bardzo jest potrzebny przy pracy nad książkami. Zwłaszcza, jeżeli dotyczą trudnej tematyki, jak to ma miejsce w kryminałach.

Skandynawia fascynuje mnie w dużej mierze dzięki literaturze. Jestem oczarowana twórczością skandynawskich pisarzy takich, jak: Håkan Nesser, Camilla Läckberg, Åke Edwardson, Stieg Larsson, czy Jørn Lier Horst.

4. Co sprawia Pani największą trudność w trakcie pisania kolejnych kryminałów? Z pewnością nie jest to kreowanie portretów psychologicznych bohaterów, bo z wykształcenia jest pani psychologiem, czyż nie?

Tak, z wykształcenia jestem psychologiem. To zdecydowanie pomaga przy tworzeniu postaci. Można lepiej zrozumieć pewne schematy działania i procesy, które zachodzą w nas samych, ale także wówczas, kiedy stworzona jest sytuacja społeczna, a więc interakcja pomiędzy kilkoma osobami. Wracając jednak do pytania. Myślę, że wszystkie aspekty pisania trzeba bardzo przygotować, wówczas unikniemy trudności. Pisanie to nie tylko sam akt zapisu naszej historii. To też zaplanowanie całej książki, stworzenie postaci, zrobienie researchu i tak dalej. To wszystko zajmuje czas i żaden z etapów nie może zostać pominięty. Jeżeli przez to wszystko cierpliwie przejdziemy, unikniemy trudności na dalszych etapach.

5. W niektórych wywiadach, pytana Pani o bodźce, które jako pierwsze zachęciły Panią do tworzenia, wspomniano nieraz, że wielką wagę miał dla Pani wywiad ze szwedzką królową kryminału, mająca mnóstwo wątpliwości dotyczących wydania swojego debiutu. Czy uważa Pani, że przeprowadzone z Panią rozmowy również wpłyną na debiutantów w podobny sposób?

Mam wielką nadzieję, że tak. Zawsze powtarzam, że warto podążać za swoimi marzeniami. Nie tylko tymi dotyczącymi pisania, ale wszystkimi. Czasem paraliżuje nas lęk, żeby spróbować. Co będzie, jeżeli się nie uda? To spędza nam sen z powiek. Wiecie co? Jeżeli nie spróbujemy, to nigdy się nie uda. To jest pewne. Tak więc zawsze warto dążyć do tego, co sprawia nam radość. Niektórzy powiedzą, ze to wyświechtany frazes. Nie zgadzam się z tym. Uważam, ze jak najczęściej powinniśmy sobie to powtarzać i szukać odwagi do realizowania tego, co kochamy.

Trzeba też jednak pamiętać, że nic nie przychodzi samo. Realizacja marzeń to przysłowiowe „krew, pot i łzy”. Przychodzą momenty, kiedy chcemy się wycofać, albo droga wydaje się zbyt daleka. Warto wtedy pamiętać, że nawet najwięksi też kiedyś musieli zrobić ten pierwszy krok.

Krajobraz z prawdziwego „Lipowa"

6. Jak Pani myśli, co takiego zawarła Pani w swojej twórczości, że kolejne kryminały spod Pani pióra cieszą się tak wielką poczytnością, czytelnicy z taką niecierpliwością wyczekują nadchodzących premier, a niedawno Pani wydawca Prószyński i S-ka zdecydował się na dodruk "Motylka"?

Rzeczywiście właściwie wszystkie moje dotychczasowe książki są bardzo chętnie kupowane. Dla pisarza to niezwykłe wyróżnienie! Myślę, że moje powieści są uniwersalne. To nie tylko kryminały, ale przede wszystkim opowieści o ludziach. Każdy więc może znaleźć tu coś dla siebie. Dostaję wiele wiadomości od Czytelników, którzy nigdy wcześniej po kryminały nie sięgali, a teraz rozsmakowali się w tym gatunku właśnie dzięki sadze o Lipowie. Cieszą mnie też informacje, że serię czytają całe pokolenia - rodzice, młodzież, dziadkowie. Bardzo się cieszę, że każda grupa wiekowa znajdzie tu coś interesującego. Być może dostrzeże inne wątki.

7. Z pewnością tłumaczenie powieści na inny język to dla autora niebywały sukces. Czy podzieli się Pani swoimi odczuciami, które towarzyszyły Pani, gdy poinformowano Panią o zaplanowanych tłumaczeniach? Czytelnicy z jakich krajów będą mogli już niedługo poznać losy bohaterów?

Jest to oczywiście wielka radość i spełnienie marzeń. Mam nadzieję, że saga o Lipowie spodoba się również za granicą. Obecnie trwają rozmowy z wydawcami z krajów europejskich, ale także i za oceanem. Nie mogę na razie zbyt wiele na ten temat zdradzić. :)

8. Komisarz Klementyna Kopp to bardzo wyrazista postać. Jedni uwielbiają obserwować jej kontrowersyjne poczynania, inni zaś najchętniej usunęliby ją ze stron "Motylka", "Więcej czerwieni" i "Z jednym wyjątkiem". A jakimi uczuciami Pani obdarza tę nieschematyczną postać?

Klementyna, jak z resztą wiele innych postaci pojawiających się w moich książkach, posiada pewne moje cechy. W jej wypadku wszystko zaczęło się od wyglądu. Kiedyś byłam dość zbuntowana. Ubierałam się w spodnie w kratkę, glany, ramoneskę. Nosiłam też kolorowego irokeza. Podobnie, jak Klementyna, mam tatuaże. Tworząc tę postać zastanawiałam się, jak taka osoba, jak ja wtedy wyglądałaby w przyszłości. Od tego wyszłam. Ponieważ jednak wygląd odzwierciedla osobowość, zaczęłam się zastanawiać, co wpłynęło na Klementynę i sprawiło, że jest taka, a nie inna. Jakie wydarzenia ją ukształtowały. Co sprawiło, że wybudowała wokół siebie mur. Więcej na ten temat można się dowiedzieć, czytając „Więcej czerwieni”.

9. Gdyby mogła Pani zamienić się rolami z jednym ze swoich bohaterów, kto by to był i dlaczego?

Moje książki piszę z różnych perspektyw, więc tak naprawdę tworząc, przeżywam życie każdej z moich postaci i przez jakiś czas do pewnego stopnia się nią staję. Z tego powodu nie muszę zamieniać się z żadną z nich :).

10. Im bardziej zagłębiamy się w sprawy morderstw popełnianych w Lipowie i okolicach, tym więcej nowych postaci poznajemy. Rezygnuje Pani z postaci występujących w poprzednich tomach (mowa na przykład o uwielbianym przeze mnie Januszu Rosole). Kreowanie kolejnych postaci to z pewnością niemały wysiłek. Jak wygląda proces kreowania bohaterów przez Panią i jak radzi sobie Pani z odsuwaniem niektórych bohaterów w tło?

Kreowanie postaci to moim zdaniem kluczowa sprawa w tworzeniu kryminału. Z resztą jest to ważne w powieściach każdego gatunku, jeżeli już o to chodzi. A to dlatego, że to ludzie tworzą opowieści, to ich odczucia i motywy są najważniejsze. Tworzenie postaci w książce może ułatwić oberwanie osób wokół nas. Jacy są? Jak mówią? Jak się zachowują? Dlaczego są tacy, a nie inny? Z pewnością może pomóc tu także znajomość psychologii. Zawsze powtarzam też, że pisarz musi być dobrym obserwatorem. Musi podglądać rzeczywistość. Trzeba jednak pamiętać, że żadna z moich postaci nie jest w stu procentach osobą istniejącą. To raczej zbieranina cech. Mieszam i grupuję, tworząc na kartach powieści zupełnie nowych ludzi. Cieszę się bardzo, że zarówno Czytelnicy, jaki krytycy literaccy doceniają moją pracę nad postacią.

Faktycznie w kolejny książkach pojawiają się nowi bohaterowie. Prawdziwy świat nie ogranicza się przecież do kilku osób. Jeżeli zaś chodzi o drugą część pytania... Z punktu widzenia Czytelnika rzeczywiście niektórzy ze „starych” bohaterów znikają. Z mojego punktu widzenia jest nieco inaczej. Te postaci nadal tam w Lipowie są i czekają na swoją kolej. Kto wie, może Janusz Rosół będzie miał jeszcze możliwość się wykazać? :)

11. Jakich metod stosuje Pani podczas nadawania swoim postaciom imion i nazwisk. Przez całą serię przewija się sporo bohaterów, a mimo to pomysłów Pani nie brakuje.

W Internecie można znaleźć strony ze spisami popularnych w Polsce nazwisk. Imion można szukać w kalendarzu. Inni radzą też wertować książkę telefoniczną. Każde metoda jest dobra, jeżeli działa dla danego pisarza. :) Są imiona, które podobały mi się od zawsze, więc nimi obdarzam niektóre postacie. Czasem nadaję bohaterom imiona moich znajomych. Nigdy jednak żadna z postaci nie jest odzwierciedleniem konkretnej osoby.

12. Książek nie ocenia się po okładce. Jednakże projekty graficzne Mariusza Banachowicza niemal pozbawiają tchu. Co Pani może powiedzieć o szacie graficznej swoich powieści?

Uwielbiam projekty Mariusza Banachowicza! Uważam, że okładki jego autorstwa są po prostu przepiękne. Bardzo się cieszę, że to on zajmuje się wizualną stroną serii o Lipowie. Trudno byłoby mi zdecydować się, która z okładek najbardziej mi się podoba, bo każda coś w sobie ma.



13. Z pewnością niełatwym zadaniem jest również snucie głównego wątku kryminalnego. Jak wyglądają Pani przygotowania do kreowania głównej intrygi? Od początku wiadomo, kto zabił i ile trupów poniesie ze sobą akcja? Czy jest w stanie Pani zliczyć wszystkich zamordowanych bohaterów? :)

W przypadku kryminału zanim zabierzemy się do pisania z pewnością trzeba mieć wymyślony trzon opowieści. To znaczy wiedzieć, kto i dlaczego zabił, a także w jaki sposób i dlaczego tak, a nie inaczej to zrobił. Tylko w ten sposób będziemy mogli rozrzucać tropy dla Czytelników w różnych miejscach książki.

Jeżeli chodzi o wątki poboczne, to tu bywa różnie. Postaci czasem potrafią wymknąć się spod kontroli. Tworząc opowieść, warto czasem im na to pozwolić i zobaczyć, gdzie nas to zaprowadzi. Niekoniecznie musimy trzymać się sztywno wcześniej ustalonego planu. Zwłaszcza jeżeli nasza postać zaproponuje coś ciekawszego ;).

14. Poczytność zapewnia Pani idealne dawkowanie wątków obyczajowych, kryminalnego i tła psychologicznego. Gubi się Pani czasami w tej wielowątkowej fabule? Jak udaje się Pani tak idealnie odmierzyć ilość każdego z wątków?

Tak, jak wspomniałam już wcześniej, bardzo istotne jest, żeby wszystko dobrze sobie wypracować. Przygotować się do momentu zapisu historii. Wlicza się w to oczywiście zrobienie planu całości, ale też dogłębne zrozumienie motywacji każdej z postaci. Musimy wiedzieć, jaka jest ta osoba, wtedy wiemy, jak się zachowa w poszczególnych sytuacjach. Dzięki temu można uniknąć tego typu problemów.

15. Kiedy zapytano Panią o to, ile tomów tej serii planuje Pani napisać, pada odpowiedź, że dopóki przynosi do Pani radość. Myśli Pani jednak, że będzie to seria kilkutomowa, kilkunastotomowa, a może tych części będzie kilkadziesiąt? Ponadto skąd czerpie Pani motywację do pisania?

Jestem osobą zorganizowaną i pracowitą. To na pewno pomaga, jak powiedzieli zarówno Harlan Coben, jak i Camilla Läckberg, najważniejsze jest, żeby usiąść na czterech literach i pisać. To staram się robić, bo innej drogi nie ma. ;) Szukanie motywacji odbywa się, jak w każdej innej pracy, tu nie ma wyjątków. Niektórzy są zmotywowani samym działaniem, inni deadlinem, jeszcze inni pieniędzmi. To są sprawy indywidualne dla każdej osoby. Mnie pisanie sprawia radość. Jest oczywiście także wysiłkiem i pracą, ale przede wszystkim spełnieniem marzeń. To bardzo motywuje.

16. Narzucone przez Panią tempo do powolnych nie należy. W 2014 roku ukazał się Pani debiut i druga część serii, na rok bieżący zaplanowano aż trzy premiery. Czytelnicy zacierają z radości ręce, ale jak długo będzie trwał ten ciąg? Czy kilka pierwszych tomów serii miała Pani napisane i dopiero po jakimś czasie zdecydowała się je Pani wydać jako serię?

Tak, miałam już dużą część serii gotową przed wydaniem pierwszego tomu. Z tego właśnie powodu tempo może wydawać się bardzo duże. Cały czas pracuję nad kolejnymi książkami, więc mam nadzieję, że Czytelnicy będą zadowoleni :).

17. Myślała Pani kiedyś o napisaniu jakiegoś krótszego kryminału, który zawierałby w sobie wyłącznie intrygę, a akcja umieszczona byłaby w "zamkniętym pokoju" - mam na myśli kryminał retro podobny do dzieł Agaty Christie? A może chciałaby Pani napisać jakiś romans, powieść historyczną lub pozycję z innego gatunku?

Niczego nie wykluczam. Trzeba jednak pamiętać, że staram się, aby każda kolejna cześć sagi o Lipowie była nieco inna od poprzedniej. Dzięki temu mogę stawiać sobie wyzwania i próbować czegoś nowego. Na przykład w „Z jednym wyjątkiem” cofnęliśmy się w czasie aż do dziewiętnastego wieku. Miałam więc możliwość zasmakować troszkę w klimatach retro.

Opowieści w stylu „zamkniętego pokoju” należą do moich ulubionych pozycji. Tak naprawdę, choć nie w dosłowny sposób, moje książki o Lipowie również wpisują się w ten nurt. Mamy pewną grupę bohaterów i to jeden z nich jest zabójcą. Obracają się oni w świecie, choć nieotoczonym prawdziwymi ścianami, to jednak do pewnego stopnia zamkniętym. Jeżeli ktoś lubi tego typu zagadki, to myślę, że kolejna część sagi o Lipowie, ”Utopce”, szczególnie mu się spodoba.

18. Czy ma Pani jakieś rady dla osób, które jak na razie o pisaniu tylko marzą? Co mogłaby Pani powiedzieć przyszłym autorom?

Tak, jak powiedziałam nieco wcześniej, pisarze którzy odnieśli wielki sukces radzą: usiądźcie i zacznijcie. To jest najważniejsze. Kto nie spróbuje, ten nigdy nie będzie wiedział, czy się uda. Kiedy tekst będzie gotowy, warto przeczytać go kilkukrotnie. Zredagować. Jeżeli mamy zaufane osoby, to pokazać go również im. Brać pod uwagę krytykę. Oczywiście, jeżeli będzie konstruktywna. Nie trzeba od razu wszystkiego zmieniać, ale trzeba starać się, żeby każda kolejna książka była lepsza od poprzedniej.

19. Z Pani instagrama i strony prowadzonej na facebooku wynika, że zarówno czyta Pani i ogląda mnóstwo kryminałów. Nie boi się Pani, że w pewnym momencie zostaną skopiowane do powieści o policjantach z Lipowa pomysły innych autorów? Spotkała się Pani kiedyś z osobą, która wytykała Pani podobne błędy?

Nie, nie mam takich obaw. Nigdy też o nic podobnego mnie nie oskarżano. Uwielbiam kryminały i na pewno nie zamierzam rezygnować z ich czytania ani oglądania :). Są pewne uniwersalne historie, które powtarzają się w wielu opowieściach, więc nigdy nie unikniemy ewentualnych porównań. Nie ma co popadać w paranoję. :)

20. A co mogłaby Pani polecić innym czytelnikom? Jakie książki najbardziej przypadły Pani do gustu.

Zapraszam serdecznie na mój fanpage na Facebooku. Znajduje się tam album o nazwie „Lubię to... nawet bardzo”, gdzie umieszczam tytuły, które moim zdaniem są zdecydowanie godne polecenia.

21. Sukces autora niesie ze sobą mnóstwo fanów, a co za tym idzie - spotkania autorskie, konkursy z książkami, marzenia o Pani autografach w każdej powieści z serii. Jak zareagowała Pani na taki obrót wydarzeń? Zapewne niegdyś to Pani jeździła na spotkania z autorami, a teraz inni czytelnicy przyjeżdżają, by porozmawiać z Panią.

To bardzo miłe, że tyle osób jest zainteresowanych moimi książkami, a mój podpis i dedykacja wiele dla nich znaczą. Dla mnie czytelnicy też są niezwykle ważni, więc spotkania z nimi to duża radość. Nie tylko te w tak zwanym „realu”. Łatwo można się również skontaktować ze mną odwiedzając mój fanpage na Facebooku i obserwując mój profil na Instagramie. Staram się być tam aktywna, żeby móc dotrzeć także do tych Czytelników, do których nie mogę z różnych względów dojechać.

Dodam, że mnie samą nadal bardzo cieszą podpisy ulubionych autorów w książkach. Każdy książkoholik to zrozumie :)

Bardzo dziękuję za to, że mimo natłoku pracy znalazła Pani czas, by odpowiedzieć na moje pytania. W imieniu swoim i wszystkich czytelników tego bloga serdecznie dziękuję. Życzę kolejnych pisarskich sukcesów! :)

To ja bardzo dziękuję za rozmowę i pozdrawiam serdecznie Czytelników bloga

13 września 2015

Życie towarzyskie i uczuciowe

Leopold Tyrmand, "Życie towarzyskie i uczuciowe", MG, 2011 r.

Leopold Tyrmand w swojej książce "Życie towarzyskie i uczuciowe" ukazuje swojemu czytelnikowi z bliska, (bo któż mógłby dotrzeć głębiej w ówczesny świat niż sam autor?) Polskę z lat 1946-1959. Kraj, w którym trzeba było solidnie tłumaczyć się z puchatego dywanu posiadanego w domu, okupywany wówczas przez komunistyczne władze. Czytając tę książkę czytelnik dowiaduje się naprawdę wiele, o tym, jak wyglądało życie tamtych lat.

Warszawa, ale przede wszystkim warszawka w latach 1946-1959. Któż znał ją lepiej od Leopolda Tyrmanda - trzeźwego i uważnego obserwatora otaczającej go rzeczywistości. Człowieka, który nie zgodził się przekroczyć granic dobrego smaku, przez co został wykreślony nie tylko z podręczników, ale i z inteligenckiej świadomości pokoleń Polaków. Na łamach Życia towarzyskiego i uczuciowego Tyrmand bezlitośnie obnaża małość postaw środowiska inteligencji twórczej, pisarzy, dziennikarzy i filmowców, a przede wszystkim ich służalczość wobec komunistów. Książki nie udało mu się w Polsce wydać, co stało się ostatecznym powodem emigracji pisarza. Fragment, jaki ukazał się w tygodniku Kultura, wywołał skandal. Nic dziwnego. Wielu luminarzy polskiej kultury rozpoznało wśród bohaterów samych siebie. 

9 września 2015

"No, już ty będziesz wiedział! Upieką w piekle cię jak śledzia!"* - z incydentem w Dirleton

Peter Kerr, "Incydent w Dirleton", Dolnośląskie, 2015 r.

Coraz częściej, kiedy ktoś zapisuje cały swój testament dla ukochanego pupila, nie robi to na nas już takiego wrażenia. Spotykaliśmy się już z taką sytuacją pewnie nie raz. Ale, co byłoby gdyby z tego powodu zamordowano? Peter Kerr odpowiada na nurtujące niektórych pytanie pisząc książkę "Incydent w Dirleton". A zatem jesteście ciekawi, dlaczego zamordowano, kto dopuścił się tego czynu i dlaczego z sennego Dirleton tropy prowadzą aż na Majorkę?

Bertie McGregor, pensjonariuszka oddziału geriatrycznego w Dirleton, cały swój majątek zapisuje w testamencie… kotu. Wkrótce staruszka zostaje zamordowana, ktoś zabija też jej ukochanego pupila. Śledztwo prowadzi detektyw Bob Burns. Gdy jego przełożeni postanawiają zamknąć sprawę, policjant rozpoczyna własne dochodzenie. Tropy wiodą aż na Majorkę, a dzięki zaciętości i przebiegłemu umysłowi detektywa sprawa maluje się w innym świetle, niż można by przypuszczać. 

A skoro mowa już o bystrości detektywa Boba Burnsa, to zajmijmy się jego osobą. Sierżant, który już dawno powinien awansować na komisarza, wydaje się być człowiekiem wcale nie myślącym o żadnych awansach. Tak też w rzeczywistości jest. Spodobało mi się w nim to, że potrafił mocno naginać prawo, a nawet wychodzić na głupca w oczach innych pracowników, byle tylko odkryć prawdziwego mordercę. Pełnokrwisty detektyw od razu zaskarbia sonie naszą sympatię, głównie dzięki świetnie dopracowanemu portretowi psychologicznemu. Od samego początku lektury widać, że Bob Burns to osoba wyjątkowa, nie zachowująca się jak większość społeczeństwa, ale dlatego bardzo sympatyczna i szczera. Równie dobrze dopracowane zostały postaci drugoplanowe, z których najbardziej polubiłem (z resztą tak samo jak Burns) laborantkę z wydziału kryminalnego - Julie.

7 września 2015

Na językach

Colorful Media, czasopismo francuskie

Colorful Media to wydawnictwo, które zajmuje się wydawaniem czasopism dla osób uczących się języków obcych. Jednakże praca redaktorów działających w tych czasopismach wybija się ponad inne, podobne wydawnictwa tym, że Colorful Media nie ogranicza się do jednego języka. Dzięki pracy wielu osób możemy poszerzać naszą wiedzę z kilku najpopularniejszych języków. Co lepsze, artykuły prezentowane w czasopismach tego wydawcy charakteryzują się ciekawymi tematami i mnóstwem najprzydatniejszych słów z danego języka.

Trzydzieste drugie wydanie "Français Présent", po który dane było mi sięgnąć pierwszy raz, niesie ze sobą kilka naprawdę świetnie napisanych i poruszonych tematów. Najbardziej zainteresowany byłem artykułem spod działu kulturalnego. "Sainte Geneviève" protectrice de Paris" to napisany w bardzo ciekawy sposób, przy użyciu mnóstwa bardzo przydatnych słów, tekst porywający swoją treścią. Postać Świętej Genowefy nigdy jakoś szczególnie mnie nie interesowała. Aż do czasu, gdy sięgnąłem po to wydanie czasopisma. Dowiedziałem się m.in o kilku legendach krążących wokół jej osoby. Na przykład podczas modlitwy miała zwyczaj zapalania świec. Podczas gorliwej modlitwy robił wszystko, by płomyk zgasł. Legenda mówi jednak, że Św. Genowefie pomagała anioł, który natychmiast zapalał płomyk na nowo. Święta została patronką Paryża (a później całej Francji) po tym, jak za pomocą Bożą udało jej się odeprzeć niebezpieczeństwo ataku przez wrogów, sprawiając, że wrogowie ominęli Paryż. Intrygującą osoba.

5 września 2015

Słoneczna trylogia

Katarzyna Michalak, "Słoneczna trylogia", Wydawnictwo Literackie,
Katarzyna Michalak jest autorką, której nazwisko bardzo często zostaje poruszane w rozmowach o gustach. Nie ma co ukrywać, jej książki budzą kontrowersje. Niektórzy doszukują się w nich samych plusów, co widać w liczbie sprzedanych egzemplarzy, inni zaś uważają, że powieści pisane przez Michalak są beznadziejne i aż dziwi ich, że ludzie kupują coś podobnego w takich ilościach. Gdzie leży moje stanowisko? Pośrodku.

Patrycja, młoda i urocza doktor weterynarii, ma dwie pasje: jedną jest niesienie pomocy wszystkim stworzeniom dużym i małym, drugą zaś… magia, która wypełnia wynajmowaną kawalerkę i pozwala zapomnieć o samotności. Patrycja wyrusza w pogoń za marzeniem, nie wiedząc, co ją czeka podczas tej przygody, ani kto okaże się jej przyjacielem, a kto wrogiem. W kolejnym tomie rudowłosa pani weterynarz, opuszcza Poczekajkę, by zacząć nowy etap w życiu u boku ukochanego Gabriela. Patrycja tęskni za swoim życiem we wsi. Trzeci tom mówi o tym jak trójka kilkuletnich urwisów wkroczy w uporządkowane życie Patryka z siłą huraganu. Wyczyny z piekła rodem, nie raz i nie dwa przyprawią Patryka o palpitację serca i wybuchy serdecznego śmiechu.

1 września 2015

O mężczyznach, którzy nienawidzą kobiet

Stieg Larsson, "Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet", Czarna Owca, 2014 r.

O trylogii "Millenium" na rynku wydawniczym i wśród czytelników głośno jest już od dłuższego czasu. Trzy tomiszcza wydane krótko po śmierci autora intrygują swoją historią, a także tematami opowieści niemal wszystkich, coraz częściej. Każdy chce się przekonać w czym tkwi fenomen szwedzkiego dziennikarza. Dzisiaj, kiedy sława "Millenium" z powrotem przybiera na sile dzięki premierze kontynuacji napisanej przez innego autora, dzielę się swoim zachwytem nad prozą Larssona.

Pewnego wrześniowego dnia w 1966 roku szesnastoletnia Harriet Vanger znika bez śladu. Prawie czterdzieści lat później Mikael Blomkvist - dziennikarz i wydawca magazynu "Millennium" otrzymuje nietypowe zlecenie od Henrika Vangera - magnata przemysłowego, stojącego na czele wielkiego koncernu. Ten prosi znajdującego się na zakręcie życiowym dziennikarza o napisanie kroniki rodzinnej Vangerów. Okazuje się, że spisywanie dziejów to tylko pretekst do próby rozwiązania skomplikowanej zagadki. Mikael Blomkvist, skazany za zniesławienie, rezygnuje z obowiązków zawodowych i podejmuje się niezwykłego zlecenia. Po pewnym czasie dołącza do niego Lisbeth Salander - młoda, intrygująca outsiderka i genialna researcherka. Wspólnie szybko wpadają na trop mrocznej i krwawej historii rodzinnej.