Bichalska Anna, "Czarci most", Videograf, Chorzów, 2014r.
"Czarci most" to książka, która musiała trochę przeleżeć na półce zanim
postanowiłem ją przeczytać. Sięgałem po coś innego, a bo ta Bichalska to
przecież debiutantka i pisze w gatunku trochę nie moim. Wreszcie
zażegnałem wszystkie wątpliwości i postanowiłem wziąć się za tę
mieszankę gatunkową. Co prawda "Czarci most" nie jest pozycją powalającą
na kolana, ale nie jest też zła. Pomimo błędów debiutanckich, z którymi
przecież autorka ma prawo się borykać, uważam książkę za naprawdę
dobrą.
Młody pisarz książek dla dzieci, Mikołaj Osadnik, po śmierci babki
przyjeżdża do Czarciego Mostu - rodzinnego miasteczka, które opuścił
jako dziecko. Na miejscu Mikołaj spotyka Jagę - dziennikarkę lokalnej
gazety i znajomą z dzieciństwa, która opiekowała się jego babcią przed
śmiercią. Wkrótce siostra Jagi zostaje zamordowana, a jej
dziesięcioletni syn znika. Okazuje się też, że miasteczko nie jest
takie, jak się na pozór wydaje, a miejscowe legendy i opowieści kryją w
sobie wiele z prawdy. W jego pobliżu działają tajemnicze siły, a
postacie z baśni i mitów żyją tuż obok ludzi od setek lat.
![]() |
Anna Bichalska |
Książek fantasy (nie mówiąc już o science-fiction) unikam z tego powodu, że dotychczas trafiałem na takie, w których nakreślony świat albo był zbyt przejaskrawiony i atakowała mnie rzeka informacji na jego temat, albo z kolei był tak mętny i sztuczny, że miejsce akcji skutecznie zniechęcało do dalszej lektury. Nic więc dziwnego, że do debiutu młodej autorki podszedłem z rezerwą, ale jak się później okazało - niepotrzebnie. Szczególnie cieszyło mnie to, iż autorka kreując swój świat, czerpała garściami z mitologii słowiańskiej. Widać też wielki wkład wyobraźni autorki, bowiem spotykamy się z myślodrzewem, szczuroskrzatami, Lodowym Staruchem, Strażnikami i wieloma innymi. Podziwiam Bichalską za to, że bardzo dobrze poradziła sobie z kreacją własnych, nieschematycznych przedstawicieli świata, tym bardziej, iż to trudne zadanie w czasach, gdy pisarze tylko powielają wprowadzone już niegdyś elementy fantastyczne.
Trochę gorzej wypada książka, jeśli chodzi o bohaterów. Niestety, zabrakło między mną a Mikołajem jakieś sympatii, czy niepowtarzalnej więzi, jak chociażby w przypadku Pana Tomasza (tak, tego). Osadnik wydawał mi się po prostu papierowym bohaterem, bez żadnego większego wyrazu. O wiele ciekawsza była Jaga, którą udało mi się nawet polubić. Do postaci zrażało mnie ich nienaturalne zachowania i wymuszane dialogi. Co prawda "Czarci most" nie składa się tylko z takich scen, jednak brak znajomości ludzkich zachowań w tym przypadku aż nadto dawał się we znaki. Gdyby jednak zastanowić się głębiej, można by dojść do wniosku, że to raczej niewyrobiony jeszcze warsztat odegrał większą rolę. To oschłe informowanie o wszystkim buduje niewidzialny mur między bohaterami, a czytelnikiem. Nawet najintymniejsze sceny pozbawione są jakiejkolwiek "czułości" w przekazie. Autorka za mało uwagi zwraca na przeżycia wewnętrzne i myśli postaci.
Fabule również mam trochę do zarzucenia. Po pierwsze, w końcowych partiach akcji razi brak harmonii. Mam tu na myśli zbytnie "naładowanie" finału nowymi wątkami. Ni stąd ni zowąd pojawia się znaczne zainteresowanie ciemnym chłopakiem i jego psem. Na szczęście autorka zaskakująco zamyka ów wątek w finale, za co należą jej się brawa. I po drugie, łańcuch przyczynowo-skutkowy z początku ma się świetnie, ale wraz z nawarstwianiem się wątków przychodzi trudność ze stopniowaniem napięcia. Z początku Bichalska próbuje zbudować odpowiednią atmosferę wokół wszystkich wydarzeń, ale ich późniejsza mnogość przewyższa zdolności pisarki, dlatego też wprowadzeni później bohaterowie są jeszcze mniej barwni. Do Lodowego Starucha nie czułem nic, cienia antypatii, czy potępienia. Jego poczynania nie robiły na mnie większego wrażenia. Nawet poczynanie z dziećmi, które powinno przerażać, a niestety tylko w lekkim stopniu intryguje.
"Czarci most" to debiut literacki Anny Bichalskiej. Autorka nie radzi sobie ze stopniowaniem napięcia, kreowaniem fabuły, nakreślaniem wiarygodnych postaci drugoplanowych i z namnożeniem się kolejnych wątków. Debiutanci popełniają ten błąd - uwielbiają pisać i czasami aż za bardzo odchodzą od głównej osi fabuły, a tym bardziej jest to widoczne, gdy powieść ma niewiele wątków głównych. Ale początkująca pisarka świetnie radzi sobie ze zbudowaniem własnego fantastycznego świata od podstaw z frapującymi postaciami, a także elementami mitologii słowiańskiej i własnej wyobraźni. Bardzo dobrze zostało nakreślone zakończenie, które nie skąpi zaskakujących zamknięć wątków. Pomysł na fabułę, choć miejscami naruszony błędami debiutanckimi, też jest bardzo ciekawy. Jeżeli oczekujecie przyjemnej lektury i nie wymagacie od fantastyki mistrzowskiego poziomu to zachęcam Was do sięgania po "Czarci most".
Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Videograf.
![]() |
Ze strony autorki :) |