Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

10 marca 2016

Most, który prowadził dalej niż tylko na drugi brzeg

Bichalska Anna, "Czarci most", Videograf, Chorzów, 2014r.

"Czarci most" to książka, która musiała trochę przeleżeć na półce zanim postanowiłem ją przeczytać. Sięgałem po coś innego, a bo ta Bichalska to przecież debiutantka i pisze w gatunku trochę nie moim. Wreszcie zażegnałem wszystkie wątpliwości i postanowiłem wziąć się za tę mieszankę gatunkową. Co prawda "Czarci most" nie jest pozycją powalającą na kolana, ale nie jest też zła. Pomimo błędów debiutanckich, z którymi przecież autorka ma prawo się borykać, uważam książkę za naprawdę dobrą.

Młody pisarz książek dla dzieci, Mikołaj Osadnik, po śmierci babki przyjeżdża do Czarciego Mostu - rodzinnego miasteczka, które opuścił jako dziecko. Na miejscu Mikołaj spotyka Jagę - dziennikarkę lokalnej gazety i znajomą z dzieciństwa, która opiekowała się jego babcią przed śmiercią. Wkrótce siostra Jagi zostaje zamordowana, a jej dziesięcioletni syn znika. Okazuje się też, że miasteczko nie jest takie, jak się na pozór wydaje, a miejscowe legendy i opowieści kryją w sobie wiele z prawdy. W jego pobliżu działają tajemnicze siły, a postacie z baśni i mitów żyją tuż obok ludzi od setek lat.

Anna Bichalska
Książek fantasy (nie mówiąc już o science-fiction) unikam z tego powodu, że dotychczas trafiałem na takie, w których nakreślony świat albo był zbyt przejaskrawiony i atakowała mnie rzeka informacji na jego temat, albo z kolei był tak mętny i sztuczny, że miejsce akcji skutecznie zniechęcało do dalszej lektury. Nic więc dziwnego, że do debiutu młodej autorki podszedłem z rezerwą, ale jak się później okazało - niepotrzebnie. Szczególnie cieszyło mnie to, iż autorka kreując swój świat, czerpała garściami z mitologii słowiańskiej. Widać też wielki wkład wyobraźni autorki, bowiem spotykamy się z myślodrzewem, szczuroskrzatami, Lodowym Staruchem, Strażnikami i wieloma innymi. Podziwiam Bichalską za to, że bardzo dobrze poradziła sobie z kreacją własnych, nieschematycznych przedstawicieli świata, tym bardziej, iż to trudne zadanie w czasach, gdy pisarze tylko powielają wprowadzone już niegdyś elementy fantastyczne.

Trochę gorzej wypada książka, jeśli chodzi o bohaterów. Niestety, zabrakło między mną a Mikołajem jakieś sympatii, czy niepowtarzalnej więzi, jak chociażby w przypadku Pana Tomasza (tak, tego). Osadnik wydawał mi się po prostu papierowym bohaterem, bez żadnego większego wyrazu. O wiele ciekawsza była Jaga, którą udało mi się nawet polubić. Do postaci zrażało mnie ich nienaturalne zachowania i wymuszane dialogi. Co prawda "Czarci most" nie składa się tylko z takich scen, jednak brak znajomości ludzkich zachowań w tym przypadku aż nadto dawał się we znaki. Gdyby jednak zastanowić się głębiej, można by dojść do wniosku, że to raczej niewyrobiony jeszcze warsztat odegrał większą rolę. To oschłe informowanie o wszystkim buduje niewidzialny mur między bohaterami, a czytelnikiem. Nawet najintymniejsze sceny pozbawione są jakiejkolwiek "czułości" w przekazie. Autorka za mało uwagi zwraca na przeżycia wewnętrzne i myśli postaci. 

Fabule również mam trochę do zarzucenia. Po pierwsze, w końcowych partiach akcji razi brak harmonii. Mam tu na myśli zbytnie "naładowanie" finału nowymi wątkami. Ni stąd ni zowąd pojawia się znaczne zainteresowanie ciemnym chłopakiem i jego psem. Na szczęście autorka zaskakująco zamyka ów wątek w finale, za co należą jej się brawa. I po drugie, łańcuch przyczynowo-skutkowy z początku ma się świetnie, ale wraz z nawarstwianiem się wątków przychodzi trudność ze stopniowaniem napięcia. Z początku Bichalska próbuje zbudować odpowiednią atmosferę wokół wszystkich wydarzeń, ale ich późniejsza mnogość przewyższa zdolności pisarki, dlatego też wprowadzeni później bohaterowie są jeszcze mniej barwni. Do Lodowego Starucha nie czułem nic, cienia antypatii, czy potępienia. Jego poczynania nie robiły na mnie większego wrażenia. Nawet poczynanie z dziećmi, które powinno przerażać, a niestety tylko w lekkim stopniu intryguje.

"Czarci most" to debiut literacki Anny Bichalskiej. Autorka nie radzi sobie ze stopniowaniem napięcia, kreowaniem fabuły, nakreślaniem wiarygodnych postaci drugoplanowych i z namnożeniem się kolejnych wątków. Debiutanci popełniają ten błąd - uwielbiają pisać i czasami aż za bardzo odchodzą od głównej osi fabuły, a tym bardziej jest to widoczne, gdy powieść ma niewiele wątków głównych. Ale początkująca pisarka świetnie radzi sobie ze zbudowaniem własnego fantastycznego świata od podstaw z frapującymi postaciami, a także elementami mitologii słowiańskiej i własnej wyobraźni. Bardzo dobrze zostało nakreślone zakończenie, które nie skąpi zaskakujących zamknięć wątków. Pomysł na fabułę, choć miejscami naruszony błędami debiutanckimi, też jest bardzo ciekawy. Jeżeli oczekujecie przyjemnej lektury i nie wymagacie od fantastyki mistrzowskiego poziomu to zachęcam Was do sięgania po "Czarci most".


Za możliwość przeczytania książki dziękuję wydawnictwu Videograf.


Ze strony autorki :)

komentarze

  1. Może nie jestem wytrawnym czytelnikiem powieści fantastycznych, ale jednak w podobnych opowieściach bardzo czepiam się szczegółów i trudno mnie zadowolić. Nie mniej jednak to debiut, w dodatku całkiem obiecujący, trzymam więc kciuki za autorkę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też mam nadzieję, że autorka będzie nad sobą pracowała, bowiem w jej dziele drzemie ogromny talent i widać, że pani Bichalska ma talent literacki. Problem w tym, że jest jeszcze nieoszlifowanym diamentem. Nie mniej jednak - jeśli będziesz miała czas to przeczytaj :)

      Usuń
  2. A mi opis fabuły się spodobał. Jak będę mieć trochę czasu i okazję, to chętnie przeczytam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Książka rzeczywiście jest dobra, tylko występują te nieszczęsne błędy debiutanckie, ale pomimo to warto po książkę sięgać. Ciekawy jestem kolejnej powieści autorki.

      Usuń
  3. Bardzo lubię takie opowieści, nieco fantastyczne, ze specyficznym, tajemniczym klimatem :) Nigdy nie słyszałam o tej powieści, ale myślę, że przyjrzę jej się bliżej.
    Justyna z livingbooksx.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  4. Muszę poważnie zastanowić się zanim sięgnę po tę książkę, również nie sięgam po literaturę fantasy, mam przed nią pewne obawy. Pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  5. No proszę, z tego co widzę, to autorka ma dość sprawne pióro i już wyroniony warsztat. Z chęcią poznam tę książkę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Szkoda, że autorka nie radzi sobie ze stopniowaniem napięcia, kreowaniem fabuły, nakreślaniem wiarygodnych postaci drugoplanowych i z namnożeniem się kolejnych wątków. Ale myślę, że w kolejnej powieści będzie już znacznie lepiej, wszak nie każdy debiutant tworzy od razu ideał.
    Świetnie zdjęcie z kotem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie zdjęcia autorki też bardzo przypadły do gustu. Popieram Twoje zdanie i niecierpliwie wyczekuję drugie tomu. :)

      Usuń
  7. Tak się ostatnio właśnie zastanawiałam, czy warto dać się namówić. Myślę, że mimo wad, dam jej szansę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koniecznie. To debiutantka, trzeba dać jej szansę, bowiem (powtarzam się :)) w jej twórczości drzemie ogromny potencjał. :)

      Usuń
  8. Wpadam z rewizytą :)
    Jestem bardzo łaskawa dla debiutantów. Niezwykle rzadko zdarza się, aby jakiś debiut zachwycił mnie tak, jak "Próba" Eleanor Catton.
    Z chęcią przeczytam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mimo pewnym minusów o których napisałeś chętnie poznam fantastyczny świat wykreowany przez autorkę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie tego tekstu. Mam nadzieję, że pozostawisz po sobie jakiś ślad. :)