Szablon stworzony przez Arianę dla Wioski Szablonów | Technologia Blogger | X X X

OPTYMISTA NIE ŻYJE!

Żartuję, oczywiście. Żyję, ale przeniosłem się do innego miejsca w sieci. Teraz znajdziesz mnie tutaj: poppapraniec.blogspot.com/

28 września 2016

A gdyby ten dziadek nie dał pieniędzy na zielone martensy?

Joanna Jagiełło „Zielone martensy”, Nasza Księgarnia, Warszawa 2016

Zdaniem Feliksa szkoła przypomina front, na którym toczy się walka nie na pięści, lecz na marki ciuchów i smartfonów. On jednak nie zamierza brać udziału w tych zawodach, zwłaszcza że ma znacznie poważniejsze problemy i cały dom na głowie. Otylia również odstaje od reszty uczniów gimnazjum: barwne ciuchy, aureola rudych włosów, lekka nadwaga, którą dziewczyna w ogóle się nie przejmuje, i charakterystyczne zielone martensy… Oraz optymizm, którym zaraża, choć i jej nie brakuje zmartwień. Nic dziwnego, że Feliks od razu zwraca na nią uwagę. Tę dwójkę outsiderów szybko połączy przyjaźń – a może coś więcej?

Jakiś czas temu Joanna Jagiełło porwała moje serce wyśmienitą trylogią o losach Linki i jej bliskich. „Zielone martensy” w okamgnieniu stały się moim najnowszym książkowym celem. Nie czytałem opisu, nie zaznajamiałem się z tematyką ani wskazaną grupą odbiorców. Po prostu twórczość tej autorki tak mocno utkwiła w moim sercu, że nie sposób pominąć nowości wydawnicze spod jej pióra. Ciągle zadziwia mnie fakt, że Jagiełło potrafi tak dogłębnie poznać życie współczesnego nastolatka, co przejawia się w kreacji bohaterów. Realistycznych i bliskich każdemu czytelnikowi. Pisarka wnika w życie młodzieży, jakby sama nią była (och, wybaczcie to niefortunne i brzydkie sformułowanie).

Z profilu autorki
Narratorami tej powieści są trzy osoby: Opta, Feliks i jego siostra Wika. Dzięki temu ciekawemu zabiegowi artystycznemu czytelnik ma okazję zagłębić się w myśli optymistycznie nastawionej gimnazjalistki i jej wrażliwego rówieśnika oraz wchodzącej w okres dojrzewania Wiktorii. Choć są do siebie podobni, odmiennie przeżywają wiele sytuacji, borykają się z innymi problemami. I to w tej książce jest cenne: to nastolatkowie opowiadają o gryzących ich problemach. Joanna Jagiełło z wielkim rozmachem i wiedzą opisuje środowisko młodych: brak akceptacji rówieśników, pogardzanie osobami z gorszą sytuacją finansową, bezpodstawne uszczypliwości, niepełne rodziny, pierwsza miłość i wiele innych. Na stronach tej książki buzuje życie, które porywa czytelnika bez reszty.

Realistyczni bohaterowie to już znak rozpoznawczy twórczości Jagiełło. W „Zielonych martensach” szczególną sympatię poczułem do Opty, to dlatego że jesteśmy do siebie bardzo podobni, szybko się z nią utożsamiłem. Zaraża czytelnika optymizmem już na pierwszych stronach i zaszczepia w nim radość na ponad dwieście stron. To typ nastolatki, jakich dziś zaczyna brakować. Akceptuje swoje wady i zalety, zaraża optymizmem, u ludzi doszukuje się tylko dobrych stron, robi to, co uważa za dobre, nie przejmując się opinią innych i odważnie kroczy przez świat, nie tracąc swojej wrażliwości. 

Lubię bohaterów, którzy wzbudzają w nas chęć zrobienia czegoś dobrego. Nierzadko w ten sposób rodzą się autorytety, za którymi podążają inni. Życzę Otyli, by znalazła wielu naśladowców. Również inni bohaterowie książki zostali nakreśleni z wprawą. Z pewnością zapałasz sympatią do Feliksa, jego siostry, mamy i babci. A propos tej ostatniej, jakże barwnej postaci – w książce pojawia się również wiele zabawnych momentów. Myślę, że nie zdradzę zbytnio fabuły, jeśli przytoczę scenę, która szczególnie zapadła mi w pamięć. Babcia Feliksa miała problemy z utrzymywaniem moczu, zdarza się przecież, nie? Zdarzyło się, że babcia po prostu nie utrzymała moczu. A wiesz, jak to skwitowała? Śmiejąc się, stwierdziła, że zsikała się jak dziecko. 

„Zielone martensy” to lektura godna uwagi z wielu względów. Joanna Jagiełło zaprasza czytelnika w podróż po meandrach życia współczesnego nastolatka. Jest miłość, śmiech, trochę strachu i mnóstwo radości. Książka byłaby idealna, gdyby nie „przesłodzone” zakończenie, w które dość trudno uwierzyć. Zapewniam jednak, że czytelnik, który pozna losy Opty i Feliksa będzie tak zafrapowany ich osobami i tak mocno kibicował ich szczęściu, że nie zwróci na to uwagi. Będzie natomiast cieszył się z takiego zakończenia. Po mrożącym krew w żyłach incydencie przychodzi radosny finał. Trudno rozstawać się z bliskimi sercu przyjaciółmi. W ogóle ciężko kończy się książki mądre i zabawne jednocześnie. Gorąco polecam!

Oceniam: 9/10



Za możliwość przeczytania książki dziękuję

A o co chodzi z tymi pieniędzmi od dziadka na zielone martensy?
W podziękowaniach autorka pisze „Ogromne podziękowania należą się też mojemu nieżyjącemu już niestety dziadkowi – to on kiedyś dał mi pieniądze na wymarzone zielone martensy... Stały dla mnie symbolem nie tylko stylu i wolności, ale przede wszystkim wdzięczności za wszystko, co przynosi życie.” Martensy i glany to często symbole buntu, niezależności. Dodają odwagi. Jak wiele w życiu autorki zmieniły zielone martensy? Nie wiem. Ale życzę wszystkim, byśmy byli jak Otylia – nie bali się zmian i robienia tego, co uważamy za słuszne.. :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie tego tekstu. Mam nadzieję, że pozostawisz po sobie jakiś ślad. :)